No Results Found
The page you requested could not be found. Try refining your search, or use the navigation above to locate the post.
G-ZV8CDPDQDW
Park Narodowy Chiribiquete to największy park naturalny Kolumbii, który znajduje się w regionie amazońskim. Jest większy niż Szwajcaria czy Dania. W 2018 roku Park Chiribiquete „Maloka Jaguara” został wpisany na listę niematerialnego dziedzictwa UNESCO jako dobro naturalne i kulturowe świata.
Turystyka w Chiribiquete jest znikoma. Wszak przez wiele lat był to obszar, który pozostawał pod wpływem ukrywającej się w niej partyzantki, co spowodowało pewną konserwację regionu. Nie przeszkodziło to jednak różnym naukowcom w prowadzeniu ekspedycji badawczych celem studiów nad malowidłami naskalnymi, których wiek szacuje się na pomiędzy 12 tysięcy a 20 tysięcy lat.
Od kilku lat Chiribiquete odkrywał na własną rękę Maciej Tarasin, Polak, o którym zrobiło się głośno w mediach w 2011 roku, podczas jego pierwszej podróży eksploracyjnej do Kolumbii, kiedy znad rzeki wyciągnęli go żołnierze w helikopterze Black Hawk. Maciek, który na co dzień zajmuje się handlem międzynarodowym, od młodzieńczych lat jest zapalonym kajakarzem i Chiribiquete poznał przemierzając trasy rzeczne w kolumbijskiej Amazonii.
Specjalnie dla Kolumbia Online opowiedział o eksploracji Parku Chiribiquete, malowidłach naskalnych, spotkaniach z dziką zwierzyną, opustoszałych obozach partyzantów i jego przyjaźni z Kolumbijczykiem pochodzącym z amazońskiego plemienia Matapí.
Park Chiribiquete i tepui górujące nad Amazonią
Aleksandra Małyska-Del Rio: Maćku, dziękuję za to, że zgodziłeś się na wywiad o twoich podróżach do Narodowego Parku Chiribiquete. Jesteś chyba jednym z niewielu Polaków, któremu udało się dotrzeć do nieturystycznej części kolumbijskiej Amazonii i ją eksplorować. Powiedz proszę, ile razy byłeś w Kolumbii i dlaczego jeździłeś tylko do Amazonii?
Maciej Tarasin: Odbyłem siedem wypraw do najmniej zbadanej części Amazonii, jaką jest Chiribiquete. Początkowo były to projekty czysto sportowe, próby przepłynięcia na wiosłach słabo eksplorowanych rzek tego regionu. Później przerodziło się to w chęć dotarcia do malowideł naskalnych, tych skatalogowanych i tych wciąż czekających na odkrycie. To razem licząc około pół roku czasu spędzonego w trudnych warunkach lasu deszczowego, wiosłując od jednego obozu do kolejnego, bez kontaktu z cywilizacją.
AM: Mieszkałam już rok w Bogocie, kiedy w listopadzie 2011 r pocztą pantoflową dotarła do mnie wiadomość, że dwóch Polaków zgubiło się w kolumbijskiej dżungli i komunikują się przez telefon satelitarny z koleżanką w Niemczech. Przez następne dni, ktokolwiek z kolumbijskiej Polonii coś wiedział, przekazywał dalej. Ty twierdzisz, że się nie zgubiłeś i po przeczytaniu twojej książki „Stalowe anioły nad Yarí” przyznaję ci rację. Dla tych, którzy nie znają tej historii, opowiedz w skrócie co się stało i jak z Tomkiem Jędrysem zostaliście uratowani.
MT: Wtedy jeszcze na szeroką skalę nie funkcjonowało pojęcie fake news, a z taką sytuacją mieliśmy wtedy do czynienia. Wyprawa w dół rzeki Yarí miała na wyposażeniu mapy topograficzne i GPS. W każdej chwili wiedzieliśmy jakie jest nasze położenie, więc nie za bardzo można było się zgubić. Drogę do celu wyznaczała przecież potężna rzeka. Doszło do wypadku, na skutek którego straciliśmy łódź. Żeby ją ratować rozdzieliłem się z Tomkiem. Od tego momentu każdy z nas wybrał inną drogę radzenia sobie z tą sytuacją. Ja chciałem wydostać się z kanionu Tiburón o własnych siłach. Tomek zdecydował się poprosić o pomoc z zewnątrz przez telefon satelitarny. Pomogły Kolumbijskie Siły Powietrzne, które zabrały Tomka z kanionu, a następnie ściągnęły mnie z rzeki. Po trzech dniach poszukiwań znalazłem ponton i byłem w drodze do najbliższej osady, która, jak się później okazało, znajdowała się tuż za następnym kanionem.
AM: Większość niechcianych przygód, jakie obcokrajowcy mają w Kolumbii jest związanych z nieprzestrzeganiem zasady no dar papaya (dosłownie: niedawaniem papaji). Chodzi tu o stworzenie takiej okazji, w której można być łatwo wykorzystanym przez innych ludzi. Zdarza się, że ofiara jest pobłażliwie traktowana nie tylko przez samych Kolumbijczyków, ale nawet przez obcokrajowców, którzy na stałe mieszkają w Kolumbii. Twoje doświadczenie było zupełnie inne. Jak oceniasz podejście Kolumbijczyków do całej akcji ratowniczej? Miałeś kontakt z wojskiem, lekarzami, dziennikarzami – jak cię potraktowali?
MT: To było naprawdę niesamowite. Żołnierze nakarmili mnie zupą z dużą wkładką mięsa wołowego i dali się napić piwa. W tym czasie polskie media podawały, że jesteśmy hospitalizowani. Dowódcy zaprosili nas na kawę i pogawędkę w bazie w Villavicencio. Zupełnie mi nieznane osoby udzieliły nam schronienia i dały jeść. Co do dziennikarzy, to nie udzielałem zbyt wielu wypowiedzi w Kolumbii zaraz po akcji. Licznych wywiadów udzieliłem w 2013 w związku z emisją programu „Ucieczka z piekła” Beara Gryllsa na kanale Discovery. Program opisywał w jaki sposób przeżyłem cztery noce w lesie deszczowym po utracie łodzi w kanionie. Wojsko kolumbijskie było niezwykle profesjonalne. Byłem pod wielkim wrażeniem ich sprawności organizacyjnej.
Maciek wciągany do helikoptera Black Hawk Kolumbijskich Sił Powietrznych podczas akcji ratunkowej nad Yarí.
Fot. Fuerza Aérea Colombiana
AM: Ta trudna sytuacja była transmitowana przez wiele międzynarodowych stacji. Było o tobie i Tomku głośno nie tylko w Polsce i w Kolumbii. Czy ta niespodziewana sława pomogła ci w planowaniu kolejnych podróży?
MT: Nie szukałem tego rozgłosu. Początkowo nawet odmówiłem Discovery udziału w programie. Wtedy nad Yarí straciłem cały swój sprzęt wyprawowy wart jakieś 20 tysięcy złotych. Ponton, liny, namiot, wiosła i tak dalej. Discovery postanowiła użyć do odtworzenia sytuacji w kanionie pontonu Soar inflatable, który po programie trafił do mnie. W tym sensie udział w programie mi pomógł. Mogłem z nowym sprzętem w roku 2013 wyruszyć na spotkanie z rzeką Apaporis, która jest absolutnie zjawiskowa.
Maciek spływa w dół rzeki Apaporis przez bystrze Raudal del Venedo
AM: Płynąłeś po rzece Nahanni w Kanadzie, Omo w Etiopii i byłeś dwa razy w Boliwii na Tuichi i Altamachi. Jednak do żadnego innego miejsca na świecie, nie wracałeś na spływy tak często, jak do Chiribiquete w Kolumbii. Dlaczego?
MT: Na ścianach skalnych Chiribiquete dawni jego mieszkańcy zostawili zapis swoich wierzeń. Było to miejsce święte, prawdopodobnie dostępne tylko dla szamanów. I to czuć przy każdym pociągnięciu wiosła. Chiribiquete emanuje niesamowitą energią. Spotkałem tam tapiry, które nie znały strachu przed człowiekiem. Dwukrotnie natknęliśmy się na jaguara. Natura jest całkowicie nieskalana ludzką obecnością. Obrazy namalowane przez Indian tysiące lat temu mają w sobie aurę tajemniczości – pokazują rytuał przejścia od szamana przez halucynogeny do jaguara. Kiedy tam jestem czuję, że we mnie też dokonuje się przemiana. Staję się łowcą – zbieraczem, integralną częścią otaczającej mnie przyrody. Codziennie mam niezwykłe sny.
Jaguary i inne zwierzęta namalowane na ścianach gór Chiribiquete
AM: Ocenia się, że malowidła naskalne na górach tepui w Chiribiquete mają ponad 20 tysięcy lat. Jakie to wrażenie stanąć przed wysoką ścianą oko w oko z malowidłami wykonanymi ręką jednych z pierwszych ludzi. Co czułeś? Jak świętowałeś ten dzień?
MT: Jesienią 2017 roku po dość ciężkim spływie rzeką Ajajú, chyba jakoś w Dzień Niepodległości, dotarliśmy z polsko-irlandzką ekipą do stanowiska archeologicznego o nazwie „Sanktuarium Jaguara”. Staliśmy jak wmurowani próbując po raz pierwszy objąć wzrokiem setki, a może i ponad tysiąc piktogramów. Malowidła pokrywały fragment ściany szeroki na 40 metrów i wysoki na 15. Wysoko nad naszymi głowami czerwieniły się dziesiątki jaguarów. Ale były też tapiry i żaby. Wojownicy i szamani. Oniryczne drzewo, z którego ludzka postać zbiera owoce, wielki nietoperz i kapibara. Wszystko pogrążone w trudnym do zrozumienia halucynogennym amoku. Wiosną 2019 roku dotarliśmy wraz z kolumbijsko-amerykańsko-polską ekipą do wcześniej nieskatalogowanych malowideł. To było podczas wyprawy w dół rzeki Mesay, zanim jeszcze dotarliśmy do odcinka źródłowego. Miałem ze sobą butelkę rumu. Wypiliśmy ją przy malowidłach z moim serdecznym druhem Camilo z plemienia Matapí Yacuna. Tak jak niegdyś szamani odurzali się roślinami halucynogennymi, tak my siedzieliśmy pod skalnym nawisem pokrytym malowidłami i sączyliśmy rum, a w głowach nam lekko szumiało.
Malowidła naskalne w kolumbijskim parku Chiribiquete
AM: Chiribiquete można było oficjalnie zwiedzać z pokładu samolotu lub na wycieczce trekkingowej od jesieni 2019 r. Najłatwiej można było dotrzeć do Serranía La Lindosa, wzgórz leżących na północnych obrzeżach Parku Chiribiquete, niedaleko od San José del Guaviare. Wszystko zostało zamknięte w marcu 2020 z wybuchem pandemii koronawirusa Covid-19. Ty dotarłeś do serca Chiribiquete inaczej i o wiele wcześniej – spływając rzekami. Powiedz, w które miejsca dotarłeś i ile czasu zajęło ci dotarcie do malowideł naskalnych Chiribiquete i czy od samego początku stanowiły one dla ciebie cel?
MT: Prawdopodobnie jako pierwszy biały pokonałem na wiosłach, w stylu sportowym Río Tunia, Río San Jorge, Río Mesay, Río Ajajú i górną Río Apaporis. Takie były moje cele na początku. Im więcej czytałem o malowidłach, tym bardziej mnie interesowały. W 2013 roku znalazłem się w odległości 10 kilometrów w linii prostej od stanowisk archeologicznych. Wyczerpany po przejściu lasu deszczowego z Río Apaporis nad Río San Jorge odpuściłem. W 2014 roku na przeszkodzie stanęli partyzanci z FARC, w 2015 roku żararaka lancetowata, która mnie ukąsiła. Wreszcie w 2017 roku dotarłem do stanowiska archeologicznego położonego nad rzeką Ajajú o nazwie „Sanktuarium Jaguara”. A dwa lata później, nad górną Cunare, wspólnie z wyprawą amerykańską natrafiliśmy na malowidła nigdzie wcześniej nie opisane. Tym samym osiągnąłem wszystkie cele jakie sobie wyznaczyłem w związku z eksploracją Chiribiquete.
Shane Young, Michał Dzikowski, Maciej Tarasin i Dominik Szczepański pod ścianą w Chiribiquete w 2017 r.
AM: Przy każdej wyprawie towarzyszyły ci różne osoby: Kolumbijczycy, Polacy i inne narodowości. Co możesz powiedzieć o twoich towarzyszach podróży?
MT: Mam swoich sprawdzonych ludzi, na których zawsze mogę liczyć. To Camilo Matapí Yucuna – ciepły i dobry człowiek, który zna wszystkie sekrety lasu deszczowego. Wiele się od niego nauczyłem. Drugi to Dominik Szczepański – dziennikarz i autor wielu książek o tematyce podróżniczej. Można z nim rozmawiać godzinami i człowiekowi się nie nudzi. To trzon mojej ekipy. Raz dołączyłem do ekipy amerykańskiej i byłem pod wrażeniem ich sprawności organizacyjnej. Świetni ludzie i kajakarze.
AM: Jakbyś opisał las deszczowy komuś, kto nigdy w nim nie był?
MT: To jest mój drugi dom, tam czuję się bezpiecznie. Nie wiem, jak go opisać, bo może to zabrzmieć fałszywie. Ludzie lubią opisywać las deszczowy jako jakieś przerażające miejsce. A to taki las jak u nas w Polsce, tylko rosną tam inne rośliny i zamieszkują go inne zwierzęta.
Ocelot płynący rzeką Cunare w Parku Chiribiquete
AM: Chiribiquete zamieszkuje jeden z największych drapieżników Ameryki Południowej – jaguar. Według wierzeń ludności tubylczych Chiribiquete to kosmiczna maloka, sanktuarium jaguara. Jakie inne dzikie zwierzęta widziałeś w selwie?
MT: W Chiribiquete dwa razy natknąłem się na jaguara i raz na ocelota. Widziałem też tapiry, mrówkojady, pancernika, węże, w tym ogromne anakondy. Ale zawsze spotkanie z jaguarem ma w sobie coś magicznego. Malowidła wskazują na to, że było to zwierzę, któremu oddawano cześć na tych terenach przed tysiącami lat.
AM: Jak się śpi w dżungli, z daleka od jakiejkolwiek cywilizacji, i czy można się wyspać wiedząc, że niedaleko mogą grasować dzikie zwierzęta?
MT: Jak grasują to człowiek nie śpi, bo się boi. Nad Ajajú w środku nocy obudziły mnie odgłosy prawdopodobnie kotowatego. Obudziłem Dominika, który spał najbliżej i przez 20 minut nasłuchiwaliśmy. Dominik później mówił, że oblał się zimnym potem. Shane i Michał zaczęli walić w garnki i przepłoszyli zwierzaka. Pytałem Camilo czy jaguar mógłby mnie zaatakować śpiącego w hamaku. Camilo odparł: „Jaguar? Nie, to bojączek…”
Biwak nad rzeką Tunia w Chiribiquete
Anakonda przy brzegu rzeki Mesai w Chiribiquete
AM: Oprócz doświadczenia na Yarí, czy miałeś jeszcze inne przygody w kolumbijskiej dżungli i które z nich zapamiętasz?
MT: Bardzo ciepło wspominam, jak Camilo uratował pancernika uwięzionego w szczelinie skalnej nad rzeką Apaporis. To piękne zwierzę nie mogło się wydostać i zginęłoby niechybnie z głodu, gdyby Camilo nie chwycił go za ogon i nie wyciągnął stamtąd.
Camilo Matapí ratuje uwięzionego w szczelinie skalnej pancernika. Nad rzeką Apaporis.
AM: Z opisu w twojej książce odniosłam wrażenie, że żywiłeś się przede wszystkim liofilizatorami. Czy nauczyłeś się w końcu łowić? Co jadłeś w kolumbijskiej dżungli, aby mieć siłę na kolejny dzień wiosłowania i przedzierania się przez gęste zarośla?
MT: Tak, już na kolejnej wyprawie nauczyłem się łowić ryby i od tego czasu stanowiły one podstawę mojego wyżywienia. Raz Indianie poczęstowali mnie mięsem tapira. Camilo zjadał żółwie jaja. Ja głównie żywiłem się rybami, ryżem i batonikami muesli firmy Oshee.
AM: W Boliwii zbudowaliście tratwę, aby pokonać rzekę Altamachi. Czy w Kolumbii używałeś innego środka do spływu wodą niż dmuchanych kajaków?
MT: Tak. Podczas tych siedmiu wypraw używałem pakraftów polskiej produkcji, wspomnianego pontonu Soar inflatable, a raz spływaliśmy właśnie tratwą zrobioną samodzielnie z drzewa balsy i dętek od traktora.
AM: Wymieniasz rzeki: Yarí, Tunia, San Jorge, Mesay, Ajajú, Cunare i Apaporis. Czy znasz dystans, który na nich pokonałeś oraz obszar parku, który eksplorowałeś w ciągu ostatnich lat?
MT: To ponad 2000 kilometrów na wiosłach i nieco mniej na łodziach z silnikiem motorowym. Chiribiquete zajmuje ogromny obszar, po którym niełatwo jest się poruszać. Myślę, że zaledwie niewielki procent udało mi się zobaczyć na własne oczy.
Amazońska równina Chiribiquete, dopływ rzeki Cunare i tepui na horyzoncie
AM: Byłeś w regionach, do których trudno dotrzeć i które posiadają dostęp do wody. To dwa minimalne wymagania, jakie musi spełnić laboratorium kokainy. Udało ci się dotrzeć do Tranquillandii – obszaru kontrolowanego przez Kartel Medellín, który na początku lat 80-tych XX w. wybudował tam aż 19 laboratoriów do produkcji kokainy. Biały proszek opuszczał tereny Llanos de Yarí samolotami, które w samym środku Chiribiquete miały do dyspozycji 8 pasów startowych. W 1984 r Tranquillandia została zniszczona w operacji, w której brała udział kolumbijska policja oraz DEA (Drug Enforcement Administration), amerykańska agencja powołana do walki z przemytem narkotyków. Do ilu takich miejsc udało ci się dotrzeć i w jakim stanie zastałeś pozostałości po laboratoriach?
MT: W Chiribiquete jest mnóstwo pozostałości po narcos. Lądowiska, spalone laboratoria, beczki, w których transportowano substancje chemiczne potrzebne do produkcji kokainy. W Tranquillandii nad rzeką Mesay jest tego najwięcej. Wrażenie robią ogromne leje po bombach wypełnione wodą pośrodku pasów startowych. To mroczny czas w historii Kolumbii i departamentu Caquetá.
Lej – pozostałość po wybuchu – na pasie startowym w Tranquilandii
AM: Czy w trakcie twoich pobytów w Kolumbii miałeś świadomy kontakt z partyzantką? Czy były momenty, kiedy czułeś się niebezpiecznie?
MT: W 2014 roku zatrzymał nas FARC na rzece Tunia. Zachowywali się jak wojsko. Wylegitymowali nas, spytali się czy mamy łączność satelitarną i pozwolenie od komendanta tego departamentu. Kazali czekać na decyzję czy możemy płynąć dalej. Jako że byliśmy wciąż blisko cywilizacji, bo zatrzymali nas w drugim dniu od startu, postanowiliśmy się wycofać. Później rozmawiałem z ich dowódcą w wiosce. Byli raczej neutralnie nastawieni.
Maciek z granatem w Tranquilandii
AM: Pierwszy raz w Kolumbii byłeś w 2011 roku. Kolumbia podpisała traktat pokojowy z FARC w 2016 r. Ostatni raz odwiedziłeś kraj w 2019 r. Podróżując po regionach bardzo atrakcyjnych dla partyzantów, czy widziałeś jakieś zmiany w kraju, bezpieczeństwie przed i po dacie, kiedy podpisano pokojowy traktat w Hawanie?
MT: W 2011 roku zanim dotarliśmy do odcinka źródłowego Yarí, naszą bazą było małe miasteczko Cartagena del Chairá. Pamiętam, że co chwila w powietrzu widać było helikoptery Black Hawk. Częste były też wojskowe check pointy, gdzie byliśmy poddawani kontroli osobistej. To się zmieniało z upływem czasu. Po podpisaniu traktatu pokojowego zmniejszyła się ilość kontroli wojskowych na drogach. Ja się w Kolumbii zawsze czułem dość bezpiecznie. Najczęściej podróżowałem z Camilo, który jest przyjaźnie nastawiony do wszystkich i zna te tereny od kilkudziesięciu lat, bo kiedyś był przewodnikiem biologa Patricio von Hildebranda, który mieszkał w Chiribiquete 10 lat.
AM: Co było dla ciebie najtrudniejszym, co najcenniejszym, a co najpiękniejszym przeżyciem w Chiribiquete?
MT: Najtrudniejsze były chwile po ukąszeniu przez żararakę lancetowatą. Myślałem, że koniec ze mną. Najcenniejsze jest chyba to, że stałem się lepszym i mądrzejszym człowiekiem dzięki temu co przeżyłem tam przez cały ten czas. Żadne szkoły nie nauczą człowieka tego co może go nauczyć matka natura. Pięknych chwil było mnóstwo. Trudno wszystkie wymienić. Zachód słońca nad rzeką Cunare, płynący rzeką ocelot, zapierające dech w piersiach malowidła, widok jaguara. W Chiribiquete przeżyłem najpiękniejsze i najstraszniejsze chwile swojego życia.
AM: Jeśli miałbyś coś zrobić lepiej, to co by to było?
MT: Na pierwszą wyprawę pojechałbym z Camilo. Niestety wtedy go jeszcze nie znałem.
AM: Czego się nauczyłeś i co wyniosłeś z wypraw do Chiribiquete?
MT: Ponad 2000 km na wiosłach, pół roku życia, przyjaźń z Camilo i Dominikiem, ukąszenie węża, lewicowa partyzantka, spotkanie z oszałamiającą przyrodą, próby odkrycia nieznanych naszemu światu malowideł. To jest materiał na kolejny film o Indiana Jones. Ale też lekcja pokory i świadomość, że natura jest potężniejsza od człowieka i prawdopodobnie go przeżyje, pomimo przekonania człowieka, że to on nad nią panuje.
AM: Gdybyś mógł zaprosić na spływ z tobą po rzece wymarzoną osobę (żyjącą lub nieżyjącą), to kto by to był i dlaczego?
MT: Camilo Matapí Yucuna.
Dominik, Maciek i Camilo
AM: W Kolumbii byłeś już siedem razy – czy zamierzasz wrócić?
MT: Zawsze sobie powtarzam, że już tam nie wrócę i zawsze wracam. Nie umiem odpowiedzieć na to pytanie.
AM: W 2015 roku została wydana, wspomniana wcześniej, twoja książka „Stalowe anioły nad Yarí”. Opowiadasz w niej o pierwszych przygodach z kajakiem w Polsce, potem w Kanadzie, Afryce, Boliwii oraz pierwszej wyprawie w Kolumbii. To książka bardzo męska, szczera i dowcipna. Od tego czasu zrobiłeś wiele wypraw do Kolumbii. Czy planujesz kolejną książkę?
MT: Tak. Wspólnie z Dominikiem Szczepańskim chcielibyśmy opisać wyprawy z lat 2014 – 2019. Ja już zacząłem pracę nad tą książką i mam nadzieję, że wspólnymi siłami uda nam się dowiosłować do brzegu.
AM: Czy masz plany na kolejne spływy? Rzeki jakich krajów śnią ci się po nocach?
MT: Zwykle śnią mi się tylko rzeki Chiribiquete.
AM: Bardzo dziękuję za wywiad i podzielenie się twoim doświadczeniem i przeżyciami z kolumbijskiej Amazonii.
MT: Dziękuję.
Nota:
Jeśli nie określono bezpośrednio pod zdjęciem, wszystkie fotografie pochodzą z prywatnego archiwum Macieja Tarasina.
O egzotycznych wyprawach Maćka można poczytać na jego stronie Green Hell.
Wideorelacja podsumowywująca wyprawę z 2019 r nad Rio Mesay w Chiribiquete, w którym wzięli udział: Maciej Tarasin, Camilo Matapí, Daniel Rothberg, David Fay, Will Stauffer – Norris i Drew Thayer. Komentarz po angielsku.
The page you requested could not be found. Try refining your search, or use the navigation above to locate the post.

Od 22 lutego do 8 marca w Bogocie będzie można zobaczyć wystawę obrazów Witkacego.
Stanisław Ignacy Witkiewicz, lepiej znany jako Witkacy, zajmował się szeroko pojętą twórczością artystyczną: malarstwem, rysunkiem, fotografią i krytyką sztuki, a także teatrem i filozofią.
Wybitny polski artysta, którego twórczość rozwinęła się na początku XX wieku.
Pod wpływem kubizmu i Gauguina Witkacy zaczął malować jako dziecko. Początkowe portrety rodzinne i pejzaże, rozwinęły się później w bardziej abstrakcyjne formy i kolory o silnych kontrastach.
Wystawa zorganizowana przy udziale Ambasada Polski w Bogocie.
Wystawa:
Witkacy en Colombia
Kiedy:
22.02 – 08.03.2021
czwartki nieczynne
godz. 10.00-20.00
Gdzie:
Biblioteca Pública Virgilio Barco
Av. Cra. 60 no.57-60
Bilety:
wstęp wolny
Co warto zobaczyć i doświadczyć z kulturowych atrakcji turystycznych w najpiękniejszym mieście Kolumbii.
Jak wygląda ubezpieczenie społeczne w Kolumbii i z czego się składa.
Co to jest voto en blanco w kolumbijskich wyborach; jakie są jego wady i zalety.
Choć region Amazonii pokrywa aż 40% obszaru Kolumbii, większość turystów zainteresowanych zwiedzeniem dżungli (czy jak woli powiedzieć lokalny mieszkaniec – selwy) kieruje swoje zainteresowanie ku Leticii i Puerto Nariño, zlokalizowanych na samym południu kraju.
Leticia i Puerto Nariño to rzeczne porty położone tuż nad brzegiem rzeki Amazonki. Infrastruktura turystyczna – hotelarska i oferta zwiedzania – jest najlepiej rozwinięta, w porównaniu do innych regionów kraju.
Obszar pomiędzy Leticią a Puerto Nariño należy potraktować jako bazę turystyczną. Stąd organizowane są różne wycieczki, spływy i aktywności/doświadczenia w samej dżungli amazońskiej.
Jakie plany warto uwzględnić podczas pobytu w kolumbijskiej Amazonii? Przedstawiam 10 niezbędnych aktywności, aby pobyt w Amazonii był pięknym i niezapomnianym doświadczeniem.
Aby doświadczyć amazońskiej przyrody, należy nią po prostu się przejść. Spacery i trekkingi można znaleźć w ofercie wielu hoteli, rezerwatów oraz lokalnych agencji turystycznych. Podczas spaceru pod baldachimem koron drzew, przewodnik opowie o lokalnej bioróżnorodności fauny i flory.
Ogromne puchowce (hiszp. ceiba), wiktoria amazońska, helikonie czy bromelie to tylko kropla w zielonym morzu amazońskiej puszczy. Wśród gęstej roślinności sprawne oko wypatrzy leniwce, naczelne i mrówkojady.
Bezpośredni kontakt z ludźmi, którzy Amazonię znają najlepiej, to drogocenne doświadczenie, które na długo pozostanie w pamięci. W kolumbijskiej Amazonii mieszka wiele plemion. Największe z nich to ticuna, huitotos, yagua, tucanos, camsá czy inga. Zamieszkują nie tylko Leticię i Puerto Nariño, ale również rezerwaty, które można odwiedzić i w nich przenocować.
Oferta turystyczna jest bogata. W zależności od miejsca można się nauczyć od lokalnej społeczności lokalnej kuchni, spróbować artystycznych wyrobów rzemieślniczych, posłuchać opowieści, zrozumieć lokalną naturalną medycynę czy spróbować mambe.
Jedną z największych atrakcji Amazonii jest obserwacja różowych i szarych delfinów słodkowodnych. W Kolumbii można je spotkać w dorzeczu Orinoko oraz Amazonii.
Najpopularniejsze miejsce na zobaczenie długonosego delfina to jezioro Tarapoto niedaleko Puerto Nariño.
Oprócz delfinów, wody Amazonki zamieszkują również amazońskie manaty (dawniej zwane krowami morskimi), kajmany, wydra olbrzymia oraz żółw rzeczny. Przy brzegach rzeki mieszkają tapiry i kapibary.
Jedną z doświadczeń w Amazonii jest wybranie się na łowy piranii.
Różnorodna gastronomia w kolumbijskim regionie Amazonii to fuzja mieszanki kultur trzech państw (Kolumbii, Brazylii i Peru) oraz tradycyjnej kuchni rdzennych społeczności Amazonii.
Dieta amazońska składa się głównie z ryb. Oprócz piranii, najbardziej znaną rybą i jedną z największych ryb słodkowodnych pirarucú (arapaima), którą można spożywać na wiele sposobów. Jednym z nich jest el pintadillo – ryba marynowana jest według tradycji indiańskich, zawijana do gotowania w bananowy liść.
Inchicapi to zupa z kurczaka z juką, kukurydzą, orzeszkami ziemnymi i kolendrą, podawana z ryżem lub bananem.
Warto spróbować świeżego serca palmy naidí lub chota zwanego palmito, które serwowane jest w sałatkach, z ryżem lub smażone na grillu.
Dla odważnych śmiałków poleca się larwy chrabąszcza, zwane mojojoy, które przyrządzane są na grillu.
Z soków warto wybrać te na bazie typowych amazońskich owoców: arazá, camu-camu i copoazú. Desery (dulce, crema) są robione również na bazie tych owoców.
Doświadczenie dżungli w nocy to zupełnie inne przeżycie niż jak w dzień. Do życia budzą się przede wszystkim zwierzęta, gady i insekty, które na polowanie wyruszają w nocy – tarantule, kajmany czy pekari.
Nocne ścieżki ekologiczne oferowane są przez rezerwaty.
W kolumbijskiej amazonii są dwa główne miejsca, w których można się zanurzyć w małpi świat. W okolicach Leticia jest to Wyspa Małp (Isla de Micos), a przy Puerto Nariño – Rezerwat Mocagua.
Rzeczna wyspa Arara, bardziej znana jako Isla de Micos, to spotkanie przede wszystkim z sajmirą wiewiórczą, która ludzi się nie boi się i chętnie pozuje do zdjęć. Jest to najczęściej odwiedzane miejsce w kolumbijskiej Amazonii.
W rezerwacie Mocagua, dzięki wsparciu Fundacji Maikuchiga, indianie ticuna opiekują się naczelnymi od 2003 r kiedy została powzięta decyzja o zaprzestaniu polowania na zagrożone gatunki. Rezerwat wszczególności opiekuje się wełniakiem brunatnym, który znajduje się na liście zagrożonych wyginięciem gatunków. Niektóre z naczelnych w rezerwacie to uratowane z nielegalnego przemytu osobniki. W rezerwacie można symbolicznie zaadoptować wełniaka.
Leticia to miasto, port rzeczny i stolica departamentu Amazonas, gdzie stykają się granice państw: Kolumbii, Brazylii oraz Peru. Leticia i brazylijskie miasto Tabatinga tworzą jedno miasto, gdzie mówi się po hiszpańsku i portugalsku oraz obowiązują obydwie waluty: kolumbijskie peso oraz brazylijski real. Aby znaleźć się po peruwiańskiej stronie wystarczy przepłynąć na drugi brzeg Amazonki.
Kolumbijska Amazonia oferuje bogatą różnorodność w ofercie noclegowej. Luksusowe hotele z dostępem do prywatnego basenu, bardziej ekonomiczne hostele czy też ekologiczne domki w rezerwatach indiańskich. Wśród bogatej oferty znajdą się również sypialnie w koronach drzew lub hotel zbudowany na barce pływającej na Amazonce.
Transport wodny to główna forma transportu w kolumbijskiej Amazonii. Miłośnicy kajakowania mają możliwość wypożyczenia kajaków, aby samodzielnie popływać dorzeczem Amazonki przedzierając się przez tropikalną selwę. Własnoręczny wysiłek związany z wiosłowaniem pozwoli jeszcze bardziej zbliżyć się do natury i poczuć jej potęgę.
Nie trzeba być wyposażonym w najnowsze lornetki czy drogie obiektywy do aparatów fotograficznych, aby nacieszyć się widokiem ptaków w Amazonii. Te są na każdym drzewie.
Jednym z najlepszych miejsc do obserwacji ptaków jest Park Amacayacu, który jest oddalony od domostw Leticii i Puerto Nariño. W Amacayacu ptaki mają więcej wolności i spokoju, co sprawia, że birdwatching jest niezapomnianym przeżyciem.
W Leticii około godziny 17 warto zajrzeć do Parku Santander na koncert papug, zwanych w Kolumbii pericos. Głośny koncert trwać nawet do po zmierzchu.
Reserva Natural Calanoa Amazonas
Fundacion Maikuchiga – Mocagua
Parque Ecológico Mundo Amazonico
Isla de los Micos
Reserva Natural Victoria Regia
Park Amacayacu
Jezioro Tarapoto
The page you requested could not be found. Try refining your search, or use the navigation above to locate the post.

Na samym południu departamentu Huila wyrastają góry Masywu Kolumbijskiego (Macizo Colombiano), gdzie źródła mają największe rzeki Kolumbii: Magdalena, Cauca i Putumayo oraz wyrasta Centralna i Wschodnia Kordyliera Andów.
W tym niezwykłym górzystym miejscu znajduje się jedno z ciekawszych miejsc w Kolumbii – Park Archeologiczny San Agustin i Isnos, największa prekolumbijska nekropolia w całej Ameryce Południowej.
Założony w 1931 r. Park Archeologiczny San Agustín, został uzany jako pomnik narodowy w 1993 r. Dwa lata później został wpisany na listę zabytków kulturowego dziedzictwa świata UNESCO.
Na 116 ha znajdują się trzy oddalone od siebie miejsca archeologiczne: San Agustín oraz w San José de Isnos – Alto de los Ídolos i Alto de las Piedras. Pieczę nad parkiem sprawuje Kolumbijski Instytut Archeologii i Historii (ICANH).
Oprócz tego, dostępnych do zwiedzania jest kilka mniejszych punktów archeologicznych na terenach prywatnych. Ile miejsc jeszcze nie odkryto – tego nie wiadomo.
Przyjmuje się, że geograficzne regiony San Agustín i Isnos w Huila oraz Tierradentro w Cauca zostały opuszczone przez ludy autochtoniczne przed połową XIV w, jeszcze przed dotarciem konkwistadorów do brzegów Ameryki.
Ponownie odkryte w XVIII i XIX wieku grobowce zostały splądrowane i w dużej części zniszczone w poszukiwaniu skarbów. Erozja, trzęsienia ziemi i ingerencja człowieka dodatkowo spowodowały przemieszczenia kamiennych płyt, ale nie zniszczyły pierwotnej architektury grobowej.
Park San Agustín w San Agustín to główne stanowisko archeologiczne. Znajduje się tu muzeum oraz park archeologiczny na świeżym powietrzu. Składa się z kilku części, które zwiedza się podczas kilkugodzinnego spaceru: Mesita A, Mesita B, Mesita C, Fuente de Lavapatas, Alto de Lavapatas i Bosque de la Estatuas.
Aby zrozumieć znaczenie oglądanych zabytków, koniecznie polecam zatrudnienie przewodnika – w przeciwnym razie jest to oglądanie rzeźb i dziur w ziemi.
Wejście do parku rozpoczyna się od zakupienia tzw. paszportu, który daje możliwość zwiedzenia San Agustin, Alto de los Idolos i Alto de Las Piedras w ciągu 2 dni.
Jeżeli jesteś zainteresowany przewodnikiem, który przybliży ci nie tylko oficjalną wersję ICANH, ale co na temat zabytków mają do powiedzenia różne etnie, to skontaktuj się ze mną przez formularz.
Polecona osoba mówi tylko po hiszpańsku, ale jest jednym z najbardziej wartościowych przewodników w San Agustín. Dobrze rozumie kosmologię rdzennych społeczności i na dodatek zmierzy ci twoją energię :-).
Mesita A to ośrodek grobowy, w którym znajduje się kilka posągów, sztucznych kopców i kapliczek, a także grobowce z boczną komorą, w której umieszczono wyprawę zmarłego.
Dwa największe kopce grobowe z okresu klasycznego regionalnego kolumbijskiego, o wysokości 4 metrów i średnicy 30 metrów.
W Mesita B i C znajduje się więcej grobowców i posągów, którym warto przyjrzeć się z bliska.
Wyrzeźbione w poziomej skale Fuente de Lavapatas to ceremonialne miejsce, przez które przepływa woda strumienia.
Fantastyczne płaskorzeźby wyrzeźbione w korycie przedstawiają figury ludzi oraz zwierząt. Zaskakuje ogrom i rozmach tego miejsca, które najprawdopodobniej było wykorzystywane do ceremonii i rytuałów.
Z Fuente de Lavapatas czeka wspinaczka do Alto de Lavapatas. Po drodze można zatrzymać się w jednym z domów i napić świeżo wyciśniętego soku z trzciny cukrowej, koniecznie z sokiem z limonki!
W Alto de Lavapatas odkryto kopiec grobowy, któremu towarzyszyło pięć posągów.
Te można dziś oglądać na szczycie wzgórza, z którego rozciąga się wyjątkowy widok na górzysty region Masywu Kolumbijskiego.
Na 800 m ścieżce w plenerze znajduje się ekspozycja 39 rzeźb kultury augustyniańskiej zatopionych w lesie. Las Posągów to kolekcja rzeźb, które wcześniej były porozrzucane po domach, ulicach i placach gminy San Agustín i stanowiły część codziennego życia mieszkańców.
Aby dostać się do gminy San José de Isnos, trzeba opuścić San Agustin, przekroczyć rzekę Magdalenę oraz ponownie wspiąć się na górę.
Alto de los Idolos znajduje się tuż przed gminą po lewej stronie, a Alto de las Piedras po przejechaniu Isnos po prawej stronie. Droga do obydwu miejsc ma nieutwardzoną powierzchnię.
Alto de los Idolos to siedem kopców grobowych położonych na wzgórzu. Po Mesitas jest to miejsce o największej gęstości grobowców i rzeźb w regionie. Znajdują się tam duże kamienne sarkofagi, ozdobione wyszukanymi wzorami i obrazami.
Różne zoomorficzne figury kamienne sugerują wymianę między starożytnymi mieszkańcami Alto de Magdalena (górnego brzegu rzeki Magdalena), a osadnikami z innych regionów, prawdopodobnie z obszarów selwy Amazońskiej.
Przestrzenie grobowe w Alto de las Piedras charakteryzują się głębokością grobów i konserwacją oryginalnego malarstwa na płytach.
Jedną z największych atrakcji jest enigmatyczny posąg znany jako El Doble Yo.
Ludzka postać z długimi kłami, która na barku i głowie nosi mniejszą postać o cechach ludzkich i zwierzęcych.
Najpopularniejsza interpretacja posągu to ta opracowana przez psychoanalizę, czyli teoria „id, ego i superego”.
W okolicach San Agustín i Isnos jest wiele archeologicznych miejsc. Rzeźby można spotkać nawet na placach głównych gmin.
Te większe i bardziej znaczące opisuję poniżej.
Jeśli starczy czasu i możliwości dodatkowo można zwiedzić te: Pradera Quinchana, La Pradera Quebradillas, Los Petroglifos de El Jabón, Chinas (La Florida) i El Rosario.
W Tablón znajduje się pięć posągów, które odkryto w trzech podziemnych grobowcach. Wśród posągów wyróżnia się ta o wysokość ponad 2 metrów. Obok znajduje się muzeum.
Po Tablón kontunuuje się spacer drogą w dół do La Chaquira.
La Chaquira to jedno z najbardziej charakterystycznych miejsc w San Agustín.
Grupa skał wulkanicznych z ludzkimi rzeźbami i zwierzętami jest częścią kanionu rzeki Magdalena, która przepływa 200 metrów niżej.
Wyróżniają się trzy postacie wyrzeźbione z tego samego bloku, z rękami uniesionymi w postawie adoracji.
Nam tym razem się nie udało – schody do La Chaquiry obecnie grożą zawaleniem i są w restauracji.
Największą atrakcją tego stanowiska archeologicznego są rzeźby, które nadal zachowują oryginalne kolory (biały, czerwony, czarny i żółty), którymi były pomalowane przez kulturę sanagustyniańską.
Struktury El Purutal, wydobyte w 1984 roku, zostały znalezione w ich pierwotnym miejscu, co nadaje temu miejscu szczególną wartość.
Grobowiec został odkryty na prywatnej posiadłości.
The page you requested could not be found. Try refining your search, or use the navigation above to locate the post.
Podróż do Kolumbii jest kompletna, jeśli odwiedzi się Eje Cafetero. Miejsce, które jest w stanie rozbudzić i pobudzić wyobraźnię niejednego kawosza.
Departamenty Quindío, Risaralda, Caldas oraz północna część Valle del Cauca mają tak długą tradycję w uprawie aromatycznej i delikatnej kawy arabiki, że w 2011 r. zostały wpisane na listę Dziedzictwa Kulturowego UNESCO. Coffee Cultural Landscape of Colombia – Pejzaż Tradycyjnej Kultury Kawowej.
Wzgórza Andów na trzech Kordylierach porośnięte są krzewami Coffea arabica. To, co wyróżnia ten konkretny region to długoletnia tradycja uprawy kawy mająca początek w połowie XIX w.
Co zwiedzić i czego doświadczyć w regionie kawowym? Zapraszam do wyjątkowego przewodnika po zielonej i górzystej krainie, gdzie kawowce rosną w symbiozie z bananowcami.
Na Coffee Tour poznasz proces od ziarna kawy do filiżanki aromatycznego napoju.
Jak rośnie kawa, jak wyglądają jej zbiory, proces mycia, suszenia, łuskania, prażenia oraz oczywiście same przygotowanie napoju.
Trzy najmniejsze kawowe departamenty Kolumbii, które tworzą tzw. Eje Cafetero (oś kawowa), a zwłaszcza Quindío, przodują w ilości oferowanych wycieczek.
Coffee Tour są organizowane przez wiele miejsc i na każdą kieszeń. Tutaj wymienię jedynie te najbardziej popularne lub warte zwiedzenia.
Hacienda Venecia to przepiękna hacjenda o wiekowej kawowej tradycji. To jedna z najlepszych i kompleksowych opcji w regionie. W hacjendzie można zarezerwować nocleg, nauczyć się o kawie i kakao. Poznać od podstaw kunszt baristy oraz dowiedzieć się jak powstaje rum z trzciny cukrowej.
Posiadłość Café La Divisa de Don Juan to jedna z najlepszych opcji poznania procesu kawy w departamencie Risaralda, niedaleko głównego miasta Pereira.
Bliskość Finca el Ocaso do Salento sprawia, że jest to jedno z chętniej odwiedzanych miejsc w Quindío. Uroku miejsca dodają budowle wykonane w tradycyjnej architekturze oraz ładny ogród.
Pejzaż tradycyjnej kultury kawowej to nie tylko plantacje kawy ale również urocze miasteczka, którym udało się zachować nienaruszoną magię epoki kolonialnej. Domy i hacjendy z kolorowymi balkonami ozdobione są wielobarwnymi kwiatami, które kwitną przez cały rok. Położone w dolinach i na stokach Centralnej Kordyliery Andów.
Najbardziej charakterystyczne i kolorowe miasteczka, do których warto zajrzeć to:
Filandia, Pijao «Slow city» i Salento w Quindío,
Aguadas i Salamina w Caldas,
Santuario w Risaralda
i El Cairo w Valle del Cauca.
Aby odetchnąć czystym, górzystym powietrzem i przy okazji wzmocnić kondycję organizmu, najlepiej wybrać się na trekking do dolin, w których rośnie najwyższa palma świata.
Palma woskowa Quindío (Ceroxylon quindiuense) to jednoliścienna roślina pochodząca z górzystych lasów andyjskich Parku Narodowego Los Nevados w Kolumbii. Może sięgać nawet 70 metrów wysokości. Jest jednym z symbolów narodowych państwa kolumbijskiego.
W Kolumbii największe skupiska palmy woskowej można oglądać w kilku miejscach. Najbardziej znane z nich to:
Najsłynniejsza dolina palmowa w kraju, gdzie ściągają rzesze turystów.
Aby dobrze ją zwiedzić należy przygotować na trekking przynajmniej kilka godzin.
Jedną z opcii zwiedzania jest przejażdżka konna.
Dolina leśna w Caldas, w której rośnie palma woskowa.
Las nie jest tak popularny jak Cocora. Dzięki temu jest mniej zatłoczona i panuje tam większy spokój. Warto rozważyć jeśli tłum turystów nie jest ci na rękę.
Tochecito to prawdziwe sanktuarium palmy woskowej. Aż 80% jej światowej populacji rośnie właśnie tu w departamencie Tolima, niedaleko granicy z Quindío.
Dotrzeć można tutaj z Salento na wycieczce rowerowej.
Region Tradycyjnej Kultury Kawowej w Kolumbii tętni życiem i atrakcjami. Doświadczyć kawową tradycję, zrozumieć życie i pracę rolników oraz przy okazji zabawić się – to opcje oferowane przez parki tematyczne.
Parque del Café (Park Kawy) w Montenegro (Quindío) to jeden z najstarszych parków tematycznych regionu. Oferta atrakcji jest tak duża, że park oferuje różne paszporty na wejście. Minimalny czas rekomendowany to jeden dzień.
Wśród atrakcji znajdziemy: kolejki górskie, atrakcje wodne, gokarty dla dorosłych i lunapark dla najmłodszych. Muzeum kawy, show kulturalnej tradycji kawowej, przejażdżki konne i wiele innych.
W parku warto wybrać się na spacer wyznaczonymi ścieżkami i poodbserwować naturę (różne odmiany kawy, las bambusowy, tropikalna roślinność i kwiaty).
Panaca to drugi gigantyczny park tematyczny w Quindío (Quimbaya) gdzie można spędzić spokojnie jeden dzień lub dłużej.
Panaca specjalizuje się w udomowionych zwierzętach (tj. konie, bydło, świnie, ptactwo, strusie oraz psy i koty). W ofercie są interaktywne pokazy przez naukę i zabawę, co sprawia, że jest to fantastyczne miejsce do spędzenia z dziećmi. Szczególnie polecam obejrzeć ciekawą farmę, gdzie jedwabniki produkują jedwab.
Panaca specjalizuje się również w sportach ekstremalnych oferując np. przelot tyrolką (canopy) nad bambusami, kawą i bananowcami.
Park Recuca (Calarcá, Quindío) to idylliczna podróż w tradycję kultury kawowej. Nawet jeśli skorzystaliście wcześniej z Coffee Tour, to warto wpaść do Recuca.
Tu poznasz od podszewki życie i pracę tradycyjnych zbieraczy kawy i chapoleras. Park posiada na widoku wiele tradycyjnych przedmiotów wykorzystywanych do produkcji kawy.
Na obiad można zamówić tradycyjne fasolowe bitute lub wegetariańskie.
Parque los Arrieros to tematyczny park poświęcony życiu arrieros – tragarzy.
Zawód arriero ma długą i poważaną historię w Kolumbii. W regionie kawowym ich umiejętności szczególnie były pomocne na wąskich, górzystych dróżkach, aby przetransportować ciężkie worki z kawą od rolnika do punktu zbiorczego w miejscowości. Ich nieodłacznym towarzyszem pracy jest muł.
W parku organizowane są różne artystyczne pokazy oraz aktywności związane z życiem tragarzy. Można zapoznać się także z procesem pozyskania paneli z trzciny cukrowej.
Jardín Botánico (ogród botaniczny) w Armeni jest warty wycieczki, która odbywa się wraz z przewodnikiem.
Bogaty w tropikalne i endemiczne rośliny ogród to wspaniały spacer pod baldachimem tropikalnych drzew.
Ogród w Armenii jest znany ze swojej motylarnii, której szklarnia wybudowana jest w kształcie ogromnego motyla.
Najlepsze kawy rosną na wulkanicznej ziemi. Zatem do hodowli kawy potrzebne jest sąsiedztwo… wulkanów.
Parque Los Nevados to narodowy park w regionie, który w opiece ma kilka aktywnych wulkanów. Najsłynniejsze z nich to: Nevado del Ruiz, Nevado del Tolima, Nevado de Santa Isabel i stratowulkan Nevado el Cisne.
Ze względu na aktywność sejsmiczną zawsze należy sprawdzać, które szlaki są otwarte. Wejście tylko z autoryzowanym przewodnikiem i ubezpieczeniem. Najlepsze i pewniejsze możliwości wejścia są na wulkan Santa Isabel.
The page you requested could not be found. Try refining your search, or use the navigation above to locate the post.