Muysc cubun vel lima limon

Muysc cubun vel lima limon

Muysc cubun vel lima limon

Publikowany poniżej tekst zwyciężył w konkursie „Tekst z Kolumbią w tle” zorganizowanym na pierwszych tysiąca grupowiczów Polacy w Kolumbii. Autorką artykułu jest Sylwia Włodyga, zamieszkała w mieście Zipaquirá w Kolumbii. W nagrodę zwyciężczyni otrzymała przewodnik o Kolumbii (Wyd. Pascal) napisany przez autorkę portalu Kolumbia Online. GRATULUJEMY!

Pamięci mojego Taty i Alfredo Rubiano

– Mój tata nie żyje.

Złapała mnie za rękę, a jej oczy otworzyły się szeroko. Zapewniłam ją, że jestem obok i nie zostawię jej. Szok usztywnił jej emocje. Mimo wszystko chciała pokazać mi Pacho, tak jak było w planie. Rodzinne miasteczko Clary, Pacho, ukryte jest za krętymi górami. Jego symbolem jest pomarańcza, teraz symbol złych wieści, jak w trylogii Ojciec Chrzestny Coppoli.

Czy pomogę załatwić formalności? Oczywiście. Szłyśmy i Clara co chwila zatrzymywała się, aby przyjąć kondolencje od sąsiadów, suche jak kurz. Umrzeć to dołączyć do klubu przegranych, a zaangażować się oznacza zaakceptować własną śmiertelność. Śmierć to dobry biznes. Dom pogrzebowy znajdował się po drugiej stronie Czarnej Rzeki. Właścicielka specjalnie dla Clary otworzyła biuro, by ustalić kosztorys ceremonii. Ton jakiego używała mógł sugerować, że planujemy fiestę stulecia. Będą i kwiaty, i zaproszenia, i goście. Należało jeszcze wybrać trumnę; ta z ciemnego drewna jest niezła. Ile to będzie kosztować? A, powiadomienia Clara może zaprojektować sama. Śmierć to konkret. I wstyd. Ciało trafia do ziemi, jak odchody zakopywane przez zwierzęta.

– Widziałam, że jest z nim bardzo źle. Byłam na to przygotowana. A teraz… nie mam nawet żadnego czarnego ubrania.

Kiedy to powiedziała, poczułam się dziwnie w mojej kolorowej sukience. Mówiła, a ja odpowiadałam dotykiem. Znajdujący się na wzgórzu biały szpital był stary. Architektura kolonialna, idealna do wodzenia wzrokiem. Minęłyśmy go i stanęłyśmy przed bramą, której napis głosił: Ogrody Nadziei. Co czuli pacjenci szpitala wyglądając przez okno? Nadzieję, że tam nie trafią? Znam lepszą nazwę: Umeblowany Park. Tę nazwę wymyślił mój stary przyjaciel, zanim alkohol i szlugi przeniosły go do tego parku na wieczność. Za bramą rosły wysokie drzewa, a przez zwisające z ich gałęzi liany przeświecało słońce. Złota godzina. Zła godzina.

kobiece ręce w powietrzu

– Tutaj pochowano Gacha. Gonzalo Rodriguez Gacha, jednego z tutejszych mafiosów. Długo tu nie zabawił, bo jego szczątki zostały przeniesione w inne miejsce, a inskrypcje na płycie zamalowane. Szłyśmy wzdłuż ciągów białych ścian wypełnionych niszami, a każde piętro było bliżej nieba. Plastikowe kwiaty, zdjęcia, a nawet butelki po Aguardiente. Czy miałyśmy znaleźć miejsce dla taty Clary?

Cmentarze to niepokojące miejsca, tym bardziej te sympatyczne i zielone. W tym kraju nie da się jednak złamać pogody ducha ludzi, i mówi się, że nawet śmierć ma barwną sukienkę. Szybko opuściłyśmy Ogrody Nadziei. Dzień lśnił jak skórka cytryny.

– Wiesz, moi rodzice pobrali się trzy miesiące temu. Nalegałyśmy na to z siostrą, ale tata długo był uparty. Wiele lat temu niedoszła żona zostawiła go przed ołtarzem. Przysiągł, że nigdy się nie ożeni. Z moją mamą był w związku 35 lat…w końcu wzięli ślub na trzy miesiące przed tym jak trafił do szpitala. Miał wtedy 70 lat!

Droga  wibrowała zielenią, wzdłuż rzeki rosły giętkie bambusy. Czułam perfumy nadchodzącej nocy.

–  Czy wierzysz w Boga? 

Niebo było idiotycznie różowe i siąpił deszczyk. Tak jakby jakiś cwaniak sterował krajobrazem, aby pasował do doniosłych słów. Przepiękny kicz.

– Doświadczyłam Boga. Wielokrotnie czułam go w sobie. Nie potrafię tego wyjaśnić, ale jest to uczucie, jakby wypełniało cię światło.

Clara miała swojego Boga. Ja miałam mój zachód słońca z drzewami, które nagle stają się płaskie, jak wycinanki z czarnego papieru.

– Kiedy mój mąż odszedł ode mnie, to po jakimś czasie zrozumiałam, że zrobił mi przysługę. Długo uczyłam się, aby nie nienawidzić tej kobiety, dla której mnie zostawił. Zaczęłam być jej wdzięczna. Gdyby jej nie spotkał, może nadal bylibyśmy razem, a ja gniłabym od środka. Kiedy zostałam sama, zrozumiałam, że muszę zacząć walczyć o siebie. Że ta dziura, którą mam, jest głęboka i nie da się jej wypełnić drugą osobą.

Cieszyłam się ciepłem wieczoru, ale chciałam zabrać stąd Clarę jak najszybciej się da.

dwie dłonie w dotyku

– Poczekaj!

Wspinała się na ogrodzenie otaczające mijany przez nas ogród, aby sięgnąć po coś. Po chwili zeskoczyła i wręczyła mi dwa żółtawe owoce.

– To lima limon. Połączenie pomarańczy
i limonki. Weź!

Złapałyśmy ostatni bus. Na niebie pojawiły się zachęcone spojrzeniem gwiazdy. Zawsze mnie fascynowało to, że widzimy tylko ich światło. Otacza nas śmierć i życie, ale czasem mylimy je ze sobą. Zbieramy muszle na plaży, robimy selfie, oglądamy zachody słońca. To co nieuchwytne, jest chore na śmierć.

Kierowca pędził jak oszalały po górskich pętlach. Wyżej i wyżej, wracałyśmy do zimnej Zipy. Poczułam chłód, ale nie
z zewnątrz, tylko gdzieś na przodu busa. Siedziała tam Clara.

– Płacz – pomyślałam.

W końcu pozwoliła sobie na to. Zaakceptować ból to wielka siła. A ja… No cóż. Byłam przy niej, tak jak wcześniej przy jej ojcu, zanim zgodził się pójść ze mną.

tył głowy kobiety z włosami spiętymi przy głowie

Podziwiam tych, którzy nie boją się żyć i nie boją się umierać. Pewien autor napisał, że strach to mała śmierć. Spotykamy się zatem dość często, prawda? Jednak ja wolę was takimi, jakimi jesteście naprawdę, rozebrani z lęków i codziennych dramatów. Lubię myśleć, że życie przypomina sztorm na morzu, ale w jego głębinach jest spokój.

W torbie ciążyły mi dwie słoneczne kule.

Sylwia Włodyga

Od autorki:

Bohaterka opowiadania ma się dobrze. Pogodziła się z odejściem taty. Mamy coś wspólnego – obydwie straciłyśmy ojców i obydwie wierzmy, że nie ma przypadków.

Pierwotna nazwa Pacho, Muysc cubun, pochodzi z języka Indian Muisca i oznacza Dobrego Ojca (Padre Bueno). Pacho słynie z plantacji drzew pomarańczowych, kawy i ciepłego klimatu. To piękne, niezadeptane przez turystów miejsce.

Fotografie:

Wszystkie fotografie użyte w tekście pochodzą z archiwum autorki.

10 sposobów na ślub w Kolumbii

10 sposobów na ślub w Kolumbii

Ślub w liberalnej Kolumbii można zawrzeć aż na 10 sposobów. Niezależnie od wyznawanej (lub nie) religii oraz orientacji seksualnej. Jeśli obydwoje posiadacie polskie obywatelstwo, możecie zawrzeć małżeństwo w Kolumbii nawet dwa razy!

Odkryj Kolumbię

przewodnik o Kolumbii w kieszeni spodni mężczyzny
kolorowe kwiaty zawieszone na białej ścianie domu przy ulicy
uśmiechnięta kobieta zbiera owoce kawy
kamienna rzeźba przedstawiająca ptaka z parku san augustin
roześmiani kibice kolumbijscy w narodowych barwach