Zrównoważona turystyka w kolumbijskiej Amazonii

Zrównoważona turystyka w kolumbijskiej Amazonii

Zrównoważona turystyka w kolumbijskiej Amazonii

Pojechać i zobaczyć Amazonkę, największą rzekę świata, to marzenie wielu osób. Można to zrobić zatrzymując się w Leticii lub Puerto Nariño i wykupując wycieczki w górę lub w dół rzeki lub zatrzymać się u gospodarzy, którzy Amazonią żyją i oddychają na co dzień.

Dziś o drugiej opcji, czyli prawdziwe doświadczenie Amazonii poprzez bezpośredni, żywy i nieudawany kontakt z ludnością społeczności rdzennych. Doświadczenie, które wpisuje się w etos zrównoważonej i odpowiedzialnej społecznie turystyki.

W artykule znajdziecie dużo informacji praktycznych.

Rzeka w Amazonii, drzewa po brzegach

Fot. Aleksandra Małyska-Del Rio

Co to jest zrównoważona turystyka

Ze wszystkich definicji zrównoważonej turystyki podoba mi się ta proponowana przez Światową Organizację Turystyki:

turystyka, która spełnia potrzeby zarówno turystów, jak i regionów przyjmujących turystów, jednocześnie chroniąc je i wspierając możliwości ich rozwoju w przyszłości.

Po spędzeniu 4 i pół dnia z Coya Amazonas Tours potwierdzam, że doświadczenie przez nich oferowane, idealnie wpisuje się w etos zrównoważonej turystyki i jest mi ogromnie miło polecić to wspaniałe miejsce osobom żądnym przygód w Amazonii i na Amazonce.

Fot. Anna Matelska

Fot. Aleksandra Małyska-Del Rio

Coya Amazonas Tours

Coya Amazonas Tours to agencja turystyczna, której właścicielem jest Joaquin – z etni cocama – przewodnik i gospodarz.

Joaquin jest osobą niesamowicie przyjazną, sympatyczną i optymistyczną. Jego w pełni profesjonalne podejście do naszej małej grupki turystów bardzo rzucało się w oczy. Zadziwiał jego świadomy, ekologiczny, społeczny i sąsiedzki pogląd na świat.

Juaco bardzo chętnie dzieli się swoją różnorodną wiedzą o regionie. Kontakt z nim to wartość dodana do amazońskiej przygody.

Joaquin i Coya Amazonas Tours mają siedzibę w rezerwacie w społeczności Comunidad 7 de Agosto.

Fot. Joaquin Vasquez

Fot. Anna Matelska

Comunidad 7 de Agosto

Społeczność Comunidad 7 de Agosto znajduje się na granicy kolumbijsko-peruwiańskiej, którą naturalnie wyznacza rzeka największa rzeka świata. Sięgająca najdalej na południe granica Kolumbii, graficznie przypomina mi końcówkę rybiego ogona umoczoną w Amazonce. Comunidad 7 de Agosto leży po zachodniej części tego odcinka granicy, w rozwidleniu Amazonki, którą zasila mniejsza rzeka Rio Atacuarí.

Na zachód od Puerto Nariño, który administracyjnie zarządza terenem, znajduje się rezerwat trzech etni: ticuna, cocama i yagua zwany ATICOYA (Asociación de Autoridades Indígenas Ticunas, Cocamas y Yaguas). Jest to drugi największy rezerwat w tej części Kolumbii. Dla porównania – pomiędzy Leticią, a Puerto Nariño rezerwaty są mniejsze i jedno lub dwuetniczne.

Warunki mieszkalne

Naszym gospodarzem był Joaquin (cocama) i jego żona Rosalba (tikuna). Zachwycił nas prosty, ale duży, przestronny i na wpół otwarty dom, w którym zamieszkaliśmy razem z gospodarzami i ich synkiem Santi. Dom stoi na palach, ponieważ w porze deszczowej wszystko jest zalewane Amazonką. Naprzeciwko budynku stoi drzewo z owocami noni, rosną palmy kokosowe, a z tyłu za domem znajduje się chagra – poletko uprawne rodziny.

Nasze pokoje miały wygodne łóżka z mosquitierą, światło i gniazdka. Łazienka z prysznicem nie ma dopływu wody rurą. Jest zasilana deszczówką, magazynowaną w zbiorniku wodnym na dachu, a porze suchej gospodarze własnoręcznie, za pomocą ręcznie noszonych wiader, napełniają zbiornik wodą z rzeki. Ogromne okno w łazience wychodzi na chagrę, słychać gdaczące pod domem kury, a w niedalekiej odległości widać selwę.

Smaczne posiłki wychodzące z kuchni Rosy zawsze były ciepłe. Na stole królowały ryż, platany, ryby, farofa – przyprawa z prażonego manioku – oraz dużo pikantnego ají, którym zajadaliśmy się tyle, że z dnia na dzień trzeba było robić większe porcje. Do tego kawa i soki.

Rosa opiekuje się także małym sklepikiem, którego okno wychodzi na werandę. Asportyment pochodzi z trzech krajów: Kolumbii, Peru i Brazylii. Było zimne piwo i można było zakupić rum czy brazylijską cachaçę.

Fot. Aleksandra Małyska-Del Rio

Fot. Aleksandra Małyska-Del Rio

Fot. Aleksandra Małyska-Del Rio

Fot. Aleksandra Małyska-Del Rio

Typowy dzień

Po śniadaniu koło 8 wybieraliśmy się do selwy, albo wypływaliśmy peque-peque do innych społeczności czy na łowienie ryb. Po lunchu w południe 12-13 i sjeście na hamakach kolejne atrakcje – bardzo dużo czasu spędziliśmy na wodzie. Kolacja w okolicach godziny 18-19. Najlepsze posiłki smakowały nam z ryb, które nam samym udało się złowić lub zakupione od peruwiańskich rybaków. Późnym wieczorem kolejne przygody, jeśli były w planach.

Na werandzie na hamakach spędzaliśmy zawsze czas wolny pomiędzy aktywnościami lub po sutym posiłku czy wieczorem: czytając książki, pijąc brazylijskie lub peruwiańskie piwo, albo po prostu rozmawiając.

Wszystkie nasze doświadczenia, których mieliśmy sporo podczas naszych pełnych 4 dni można podzielić na związane z naturą lub z etniami.

Fot. Aleksandra Małyska-Del Rio

Fot. Aleksandra Małyska-Del Rio

Fot. Aleksandra Małyska-Del Rio

Doświadczenia z naturą

Dzienny i nocny spacer po selwie.

Obserwacja kajmanów w nocy.

Obserwacja delfinów szarych i różowych.

Wędkowanie ryb i piranii.

Obserwacja ptaków.

Naturalna medycyna.

Degustacja amazońskich owoców i potraw.

 

Fot. Aleksandra Małyska-Del Rio

Bezpośredni kontakt z lokalnymi społecznościami

Bezpośrednia styczność z lokalnymi etniami, to dla mnie była największa wyniesiona wartość z całej podróży. Podczas naszego pobytu poznaliśmy społeczności cocama, tikuna, yagua, mieszkające w Comunidad 7 de Agosto oraz w innych comunidades jak Boyahuazú i San Juan de Atacuarí. Każda z etni ma swój język i tradycje. Wszyscy posługują się pomiędzy sobą w języku hiszpańskim.

Odwiedziliśmy również pobliską społeczność w Isla del Tigre w Peru – mogliśmy porównać amazońską szkołę w Peru do tej w Kolumbii oraz przyjrzeć się prawdziwemu tartakowi, do którego drzewa na obróbkę przypływają na łodziach.

W ostatnim dniu wybraliśmy się do peruwiańskiego miasta Caballococha, płynąc łódką już po szerokiej Amazonce, która łagodna podczas słonecznej pogody może przerodzić się w niebezpieczny żywioł podczas tropikalnej burzy.

Najbardziej wyjątkowym doświadczeniem było samo mieszkanie w domu naszych gospodarzy. Codziennie mieliśmy przyjemność kontaktu z tatą Joaquina, który sterował peque-peque (tradycyjnym środkiem transportu po Amazonce) lub większą łodzią oraz z Arturo – 18 letnim bratem Rosy. To zresztą Arturo zawdzięczam złowienie piranii – pomagał mi w wybieraniu najlepszych przynęt.

Fot. Anna Matelska

Fot. Anna Matelska

Fot. Aleksandra Małyska-Del Rio

Planowanie pobytu

Absolutne minimum, które należy poświęcić na to miejsce to dwa pełne dni pobytu (3 noce). Optymalny i sugerowany czas to 3 dni (4 noce). Po 4 dniach pobytu (jak w naszym przypadku) istnieje ryzyko, że nie będziecie chcieli wyjeżdżać, także proszę planować z rozwagą 😉.

Do tego należy doliczyć 2 dni na dojazd z Bogoty (o szczegółach w sekcji Dojazd).

Fot. Anna Matelska

Fot. Aleksandra Małyska-Del Rio

Przyjazd i powrót

Zarówno na przyjazd i powrót należy liczyć 1 pełny dzień na każdą stronę.

Plan przyjazdu (aktualizacja sierpień 2021):

Lot LATAM: Bogota 10:38 – Leticia 12:37

Szybki transport wodny (rápido): Leticia ok. 14:00 – Puerto Nariño – ok. 16:00 (koszt. $35.000)

Półtorej godziny od przylotu do łódki wydaje się być dużą ilością czasu, ale tak nie jest. Potrzeba kupić wcześniej bilety, rezerwując miejsce na łodzi i kupić wodę zdatną do picia (jeśli jedziecie w porze suchej). Warto poprosić Joaquina o pomoc w organizacji przyjazdu poprzez jego znajomego Alexandra „Gato”, który mieszka w Leticia.

Peque-peque: Puerto Nariño ok 16:00 – Comunidad 7 de agosto ok 18:00

Plan powrotny (aktualizacja sierpień 2021):

Peque-peque: Comunidad 7 de agosto ok 8:00 – Puerto Nariño ok. 10:00

Puerto Nariño: zakup biletów na transport i zwiedzanie gminy

Szybki transport wodny: Puerto Nariño 11:00 – Leticia 13:00

Lot Avianca: Leticia 15:31 – Bogota 17:34

Opcjonalnie z powrotem można zatrzymać się w Puerto Nariño na noc, skracając sobie pobyt w 7 de Agosto i wyruszając łódką w godzinach porannych do Leticia, skąd można złapać wcześniejszy lot LATAM o godzinie 13:30. Na nocleg zdecydowanie bardziej polecam Puerto Nariño niż Leticię.

Fot. Aleksandra Małyska-Del Rio

Kiedy jechać?

Pora deszczowa jest według Joaquina najbardziej atrakcyjna. Wszystko wtedy zalewają wody Amazonki. Codziennie pada trochę deszczu i świeci słońce. Jest także więcej aktywności do zrobienia w selwie. Jest więcej owoców, ryb; łatwiej spostrzec kajmany itp. Z domu bezpośrednio wsiada się do indywidualnych canoas. Miesiące najbardziej rekomendowane to styczeń i luty.

My pojechaliśmy w porze suchej (sierpień), choć huragan, którego doświadczyliśmy ostatniej nocy i który postawił nas na nogi o godzinie 2 nad ranem, zdecydowanie zaprzeczył jakimkolwiek definicjom pory suchej. Poza tym epizodem po lądzie stąpaliśmy suchą nogą, a gumiaki były potrzebne tylko do selwy.

Elektryczność

W Comunidad 7 de Agosto prąd jest pozyskiwany z lokalnego generatora prądu i jest włączany w godzinach: 10:00 – 13:00 oraz 17:00 – 22:00. Warto zabrać powerbanki do ładowania komórek w ciągu dnia.

Koszt i płatność

Ceny są bardzo przystępne i co najważniejsze – w duchu turystyki zrównoważonej – cała kwota zostaje w rękach osób, które będą was gościć, karmić, kierować łódką, pomagać, itp. W cenę wliczone jest wszystko, czyli „all inclusive” w stylu amazońskim: spanie, mycie, jedzenie, zwiedzanie, kąpiele w Amazonce i doświadczenia w selwie oraz wodny transport lokalny.

Cena zależy od ilości dni. Szczegóły u gospodarza Juaquina.

Zaliczkę można przesłać z zagranicy na konto Bancolombia.

Kontakt

Joaquin to właściciel firmy turystycznej Coya Amazonas Tours. Kontakt do niego jest przez Whatsapp: +57 3224834932 (proszę pisać wyłącznie w języku hiszpańskim). Można dzwonić.

Proszę planować kontakt z większym wyprzedzeniem czasowym – internet oraz połączenia telefoniczne w tym regionie nie są najlepszej jakości, dlatego warto mieć to na uwadze i być cierpliwym czekając na odpowiedź.

Obserwujcie kanały społecznościowe Coya Amazonas Tour na Faceoboku i Instagramie.

Większe grupy, które wolą być prowadzone za rękę, proszone są o kontakt z Radkiem ([email protected]).

Zrównoważona turystyka w kolumbijskiej Amazonii

Zrównoważona turystyka w kolumbijskiej Amazonii

Zrównoważona turystyka w kolumbijskiej AmazoniiPojechać i zobaczyć Amazonkę, największą rzekę świata, to marzenie wielu osób. Można to zrobić zatrzymując się w Leticii lub Puerto Nariño i wykupując wycieczki w górę lub w dół rzeki lub zatrzymać się u gospodarzy,...

10 rzeczy, które trzeba przeżyć w kolumbijskiej Amazonii

10 rzeczy, które trzeba przeżyć w kolumbijskiej Amazonii

10 rzeczy, które trzeba przeżyć w kolumbijskiej AmazoniiChoć region Amazonii pokrywa aż 40% obszaru Kolumbii, większość turystów zainteresowanych zwiedzeniem dżungli (czy jak woli powiedzieć lokalny mieszkaniec – selwy) kieruje swoje zainteresowanie ku Leticii i...

Odkryj Kolumbię

przewodnik o Kolumbii w kieszeni spodni mężczyzny
kolorowe kwiaty zawieszone na białej ścianie domu przy ulicy
uśmiechnięta kobieta zbiera owoce kawy
kamienna rzeźba przedstawiająca ptaka z parku san augustin
roześmiani kibice kolumbijscy w narodowych barwach

Śnią mi się rzeki Chiribiquete – Maciej Tarasin w Sanktuarium Jaguara

Śnią mi się rzeki Chiribiquete – Maciej Tarasin w Sanktuarium Jaguara

„Śnią mi się rzeki Chiribiquete” – Maciej Tarasin w Sanktuarium Jaguara

Park Narodowy Chiribiquete to największy park naturalny Kolumbii, który znajduje się w regionie amazońskim. Jest większy niż Szwajcaria czy Dania. W 2018 roku Park Chiribiquete „Maloka Jaguara” został wpisany na listę niematerialnego dziedzictwa UNESCO jako dobro naturalne i kulturowe świata.

Turystyka w Chiribiquete jest znikoma. Wszak przez wiele lat był to obszar, który pozostawał pod wpływem ukrywającej się w niej partyzantki, co spowodowało pewną konserwację regionu. Nie przeszkodziło to jednak różnym naukowcom w prowadzeniu ekspedycji badawczych celem studiów nad malowidłami naskalnymi, których wiek szacuje się na pomiędzy 12 tysięcy a 20 tysięcy lat.

 

Od kilku lat Chiribiquete odkrywał na własną rękę Maciej Tarasin, Polak, o którym zrobiło się głośno w mediach w 2011 roku, podczas jego pierwszej podróży eksploracyjnej do Kolumbii, kiedy znad rzeki wyciągnęli go żołnierze w helikopterze Black Hawk. Maciek, który na co dzień zajmuje się handlem międzynarodowym, od młodzieńczych lat jest zapalonym kajakarzem i Chiribiquete poznał przemierzając trasy rzeczne w kolumbijskiej Amazonii.

Specjalnie dla Kolumbia Online opowiedział o eksploracji Parku Chiribiquete, malowidłach naskalnych, spotkaniach z dziką zwierzyną, opustoszałych obozach partyzantów i jego przyjaźni z Kolumbijczykiem pochodzącym z amazońskiego plemienia Matapí.

Widok z lotu ptaka nad góami tepui zatopionych w dzrzewach

Park Chiribiquete i tepui górujące nad Amazonią

Ucieczka z piekła nad Yarí

Aleksandra Małyska-Del Rio: Maćku, dziękuję za to, że zgodziłeś się na wywiad o twoich podróżach do Narodowego Parku Chiribiquete. Jesteś chyba jednym z niewielu Polaków, któremu udało się dotrzeć do nieturystycznej części kolumbijskiej Amazonii i ją eksplorować. Powiedz proszę, ile razy byłeś w Kolumbii i dlaczego jeździłeś tylko do Amazonii?

Maciej Tarasin: Odbyłem siedem wypraw do najmniej zbadanej części Amazonii, jaką jest Chiribiquete. Początkowo były to projekty czysto sportowe, próby przepłynięcia na wiosłach słabo eksplorowanych rzek tego regionu. Później przerodziło się to w chęć dotarcia do malowideł naskalnych, tych skatalogowanych i tych wciąż czekających na odkrycie. To razem licząc około pół roku czasu spędzonego w trudnych warunkach lasu deszczowego, wiosłując od jednego obozu do kolejnego, bez kontaktu z cywilizacją.

AM: Mieszkałam już rok w Bogocie, kiedy w listopadzie 2011 r pocztą pantoflową dotarła do mnie wiadomość, że dwóch Polaków zgubiło się w kolumbijskiej dżungli i komunikują się przez telefon satelitarny z koleżanką w Niemczech. Przez następne dni, ktokolwiek z kolumbijskiej Polonii coś wiedział, przekazywał dalej. Ty twierdzisz, że się nie zgubiłeś i po przeczytaniu twojej książki „Stalowe anioły nad Yarí” przyznaję ci rację. Dla tych, którzy nie znają tej historii, opowiedz w skrócie co się stało i jak z Tomkiem Jędrysem zostaliście uratowani.

MT: Wtedy jeszcze na szeroką skalę nie funkcjonowało pojęcie fake news, a z taką sytuacją mieliśmy wtedy do czynienia. Wyprawa w dół rzeki Yarí miała na wyposażeniu mapy topograficzne i GPS. W każdej chwili wiedzieliśmy jakie jest nasze położenie, więc nie za bardzo można było się zgubić. Drogę do celu wyznaczała przecież potężna rzeka. Doszło do wypadku, na skutek którego straciliśmy łódź. Żeby ją ratować rozdzieliłem się z Tomkiem. Od tego momentu każdy z nas wybrał inną drogę radzenia sobie z tą sytuacją. Ja chciałem wydostać się z kanionu Tiburón o własnych siłach. Tomek zdecydował się poprosić o pomoc z zewnątrz przez telefon satelitarny. Pomogły Kolumbijskie Siły Powietrzne, które zabrały Tomka z kanionu, a następnie ściągnęły mnie z rzeki. Po trzech dniach poszukiwań znalazłem ponton i byłem w drodze do najbliższej osady, która, jak się później okazało, znajdowała się tuż za następnym kanionem.

AM: Większość niechcianych przygód, jakie obcokrajowcy mają w Kolumbii jest związanych z nieprzestrzeganiem zasady no dar papaya (dosłownie: niedawaniem papaji). Chodzi tu o stworzenie takiej okazji, w której można być łatwo wykorzystanym przez innych ludzi. Zdarza się, że ofiara jest pobłażliwie traktowana nie tylko przez samych Kolumbijczyków, ale nawet przez obcokrajowców, którzy na stałe mieszkają w Kolumbii. Twoje doświadczenie było zupełnie inne. Jak oceniasz podejście Kolumbijczyków do całej akcji ratowniczej? Miałeś kontakt z wojskiem, lekarzami, dziennikarzami – jak cię potraktowali?

MT: To było naprawdę niesamowite. Żołnierze nakarmili mnie zupą z dużą wkładką mięsa wołowego i dali się napić piwa. W tym czasie polskie media podawały, że jesteśmy hospitalizowani. Dowódcy zaprosili nas na kawę i pogawędkę w bazie w Villavicencio. Zupełnie mi nieznane osoby udzieliły nam schronienia i dały jeść. Co do dziennikarzy, to nie udzielałem zbyt wielu wypowiedzi w Kolumbii zaraz po akcji. Licznych wywiadów udzieliłem w 2013 w związku z emisją programu „Ucieczka z piekła” Beara Gryllsa na kanale Discovery. Program opisywał w jaki sposób przeżyłem cztery noce w lesie deszczowym po utracie łodzi w kanionie. Wojsko kolumbijskie było niezwykle profesjonalne. Byłem pod wielkim wrażeniem ich sprawności organizacyjnej.

mężczyzna wciągany do helikoptera przez żołnierzy. W dole rzeka

Maciek wciągany do helikoptera Black Hawk Kolumbijskich Sił Powietrznych podczas akcji ratunkowej nad Yarí.
Fot. Fuerza Aérea Colombiana

AM: Ta trudna sytuacja była transmitowana przez wiele międzynarodowych stacji. Było o tobie i Tomku głośno nie tylko w Polsce i w Kolumbii. Czy ta niespodziewana sława pomogła ci w planowaniu kolejnych podróży?

MT: Nie szukałem tego rozgłosu. Początkowo nawet odmówiłem Discovery udziału w programie. Wtedy nad Yarí straciłem cały swój sprzęt wyprawowy wart jakieś 20 tysięcy złotych. Ponton, liny, namiot, wiosła i tak dalej. Discovery postanowiła użyć do odtworzenia sytuacji w kanionie pontonu Soar inflatable, który po programie trafił do mnie. W tym sensie udział w programie mi pomógł. Mogłem z nowym sprzętem w roku 2013 wyruszyć na spotkanie z rzeką Apaporis, która jest absolutnie zjawiskowa.

Maciek spływa w dół rzeki Apaporis przez bystrze Raudal del Venedo

Chiribiquete – sanktuarium jaguara

AM: Płynąłeś po rzece Nahanni w Kanadzie, Omo w Etiopii i byłeś dwa razy w Boliwii na Tuichi i Altamachi. Jednak do żadnego innego miejsca na świecie, nie wracałeś na spływy tak często, jak do Chiribiquete w Kolumbii. Dlaczego?

MT: Na ścianach skalnych Chiribiquete dawni jego mieszkańcy zostawili zapis swoich wierzeń. Było to miejsce święte, prawdopodobnie dostępne tylko dla szamanów. I to czuć przy każdym pociągnięciu wiosła. Chiribiquete emanuje niesamowitą energią. Spotkałem tam tapiry, które nie znały strachu przed człowiekiem. Dwukrotnie natknęliśmy się na jaguara. Natura jest całkowicie nieskalana ludzką obecnością. Obrazy namalowane przez Indian tysiące lat temu mają w sobie aurę tajemniczości – pokazują rytuał przejścia od szamana przez halucynogeny do jaguara. Kiedy tam jestem czuję, że we mnie też dokonuje się przemiana. Staję się łowcą – zbieraczem, integralną częścią otaczającej mnie przyrody. Codziennie mam niezwykłe sny.

Czerwone malowidła naskalne przedstawiające dzikie zwierzęta, za ścianą liści drzew

Jaguary i inne zwierzęta namalowane na ścianach gór Chiribiquete

AM: Ocenia się, że malowidła naskalne na górach tepui w Chiribiquete mają ponad 20 tysięcy lat. Jakie to wrażenie stanąć przed wysoką ścianą oko w oko z malowidłami wykonanymi ręką jednych z pierwszych ludzi. Co czułeś? Jak świętowałeś ten dzień?

MT: Jesienią 2017 roku po dość ciężkim spływie rzeką Ajajú, chyba jakoś w Dzień Niepodległości, dotarliśmy z polsko-irlandzką ekipą do stanowiska archeologicznego o nazwie „Sanktuarium Jaguara”.  Staliśmy jak wmurowani próbując po raz pierwszy objąć wzrokiem setki, a może i ponad tysiąc piktogramów. Malowidła pokrywały fragment ściany szeroki na 40 metrów i wysoki na 15. Wysoko nad naszymi głowami czerwieniły się dziesiątki jaguarów. Ale były też tapiry i żaby. Wojownicy i szamani. Oniryczne drzewo, z którego ludzka postać zbiera owoce, wielki nietoperz i kapibara. Wszystko pogrążone w trudnym do zrozumienia halucynogennym amoku. Wiosną 2019 roku dotarliśmy wraz z kolumbijsko-amerykańsko-polską ekipą do wcześniej nieskatalogowanych malowideł. To było podczas wyprawy w dół rzeki Mesay, zanim jeszcze dotarliśmy do odcinka źródłowego. Miałem ze sobą butelkę rumu. Wypiliśmy ją przy malowidłach z moim serdecznym druhem Camilo z plemienia Matapí Yacuna. Tak jak niegdyś szamani odurzali się roślinami halucynogennymi, tak my siedzieliśmy pod skalnym nawisem pokrytym malowidłami i sączyliśmy rum, a w głowach nam lekko szumiało.

Malowidła naskalne przedstawiające ludzi, dzikie zwierzęta, odciśnięte dłonie i ni

Malowidła naskalne w kolumbijskim parku Chiribiquete

AM: Chiribiquete można było oficjalnie zwiedzać z pokładu samolotu lub na wycieczce trekkingowej od jesieni 2019 r. Najłatwiej można było dotrzeć do Serranía La Lindosa, wzgórz leżących na północnych obrzeżach Parku Chiribiquete, niedaleko od San José del Guaviare. Wszystko zostało zamknięte w marcu 2020 z wybuchem pandemii koronawirusa Covid-19. Ty dotarłeś do serca Chiribiquete inaczej i o wiele wcześniej – spływając rzekami. Powiedz, w które miejsca dotarłeś i ile czasu zajęło ci dotarcie do malowideł naskalnych Chiribiquete i czy od samego początku stanowiły one dla ciebie cel?

MT: Prawdopodobnie jako pierwszy biały pokonałem na wiosłach, w stylu sportowym Río Tunia, Río San Jorge, Río Mesay, Río Ajajú i górną Río Apaporis. Takie były moje cele na początku. Im więcej czytałem o malowidłach, tym bardziej mnie interesowały. W 2013 roku znalazłem się w odległości 10 kilometrów w linii prostej od stanowisk archeologicznych. Wyczerpany po przejściu lasu deszczowego z Río Apaporis nad Río San Jorge odpuściłem. W 2014 roku na przeszkodzie stanęli partyzanci z FARC, w 2015 roku żararaka lancetowata, która mnie ukąsiła. Wreszcie w 2017 roku dotarłem do stanowiska archeologicznego położonego nad rzeką Ajajú o nazwie „Sanktuarium Jaguara”. A dwa lata później, nad górną Cunare, wspólnie z wyprawą amerykańską natrafiliśmy na malowidła nigdzie wcześniej nie opisane. Tym samym osiągnąłem wszystkie cele jakie sobie wyznaczyłem w związku z eksploracją Chiribiquete.

czterech mężczyzn siedzi przed ścianą z malowidłami naskalnymymi

Shane Young, Michał Dzikowski, Maciej Tarasin i Dominik Szczepański pod ścianą w Chiribiquete w 2017 r.

Jak przepłoszyć jaguara i uratować pancernika

AM: Przy każdej wyprawie towarzyszyły ci różne osoby: Kolumbijczycy, Polacy i inne narodowości. Co możesz powiedzieć o twoich towarzyszach podróży?

MT: Mam swoich sprawdzonych ludzi, na których zawsze mogę liczyć. To Camilo Matapí Yucuna – ciepły i dobry człowiek, który zna wszystkie sekrety lasu deszczowego. Wiele się od niego nauczyłem. Drugi to Dominik Szczepański – dziennikarz i autor wielu książek o tematyce podróżniczej. Można z nim rozmawiać godzinami i człowiekowi się nie nudzi. To trzon mojej ekipy. Raz dołączyłem do ekipy amerykańskiej i byłem pod wrażeniem ich sprawności organizacyjnej. Świetni ludzie i kajakarze.

AM: Jakbyś opisał las deszczowy komuś, kto nigdy w nim nie był?

MT: To jest mój drugi dom, tam czuję się bezpiecznie. Nie wiem, jak go opisać, bo może to zabrzmieć fałszywie. Ludzie lubią opisywać las deszczowy jako jakieś przerażające miejsce. A to taki las jak u nas w Polsce, tylko rosną tam inne rośliny i zamieszkują go inne zwierzęta.

Ocelot płynący rzeką Cunare w Parku Chiribiquete

AM: Chiribiquete zamieszkuje jeden z największych drapieżników Ameryki Południowej – jaguar. Według wierzeń ludności tubylczych Chiribiquete to kosmiczna maloka, sanktuarium jaguara. Jakie inne dzikie zwierzęta widziałeś w selwie?

MT: W Chiribiquete dwa razy natknąłem się na jaguara i raz na ocelota. Widziałem też tapiry, mrówkojady, pancernika, węże, w tym ogromne anakondy. Ale zawsze spotkanie z jaguarem ma w sobie coś magicznego. Malowidła wskazują na to, że było to zwierzę, któremu oddawano cześć na tych terenach przed tysiącami lat.

AM: Jak się śpi w dżungli, z daleka od jakiejkolwiek cywilizacji,  i czy można się wyspać wiedząc, że niedaleko mogą grasować dzikie zwierzęta?

MT: Jak grasują to człowiek nie śpi, bo się boi. Nad Ajajú w środku nocy obudziły mnie odgłosy prawdopodobnie kotowatego. Obudziłem Dominika, który spał najbliżej i przez 20 minut nasłuchiwaliśmy. Dominik później mówił, że oblał się zimnym potem. Shane i Michał zaczęli walić w garnki i przepłoszyli zwierzaka. Pytałem Camilo czy jaguar mógłby mnie zaatakować śpiącego w hamaku. Camilo odparł: „Jaguar? Nie, to bojączek…”

Hamak-namiot zawieszony na palach na plaży przy brzegu rzeki

Biwak nad rzeką Tunia w Chiribiquete

Anakonda na piaszczystym brzegu rzeki

Anakonda przy brzegu rzeki Mesai w Chiribiquete

AM: Oprócz doświadczenia na Yarí, czy miałeś jeszcze inne przygody w kolumbijskiej dżungli i które z nich zapamiętasz?

MT: Bardzo ciepło wspominam, jak Camilo uratował pancernika uwięzionego w szczelinie skalnej nad rzeką Apaporis. To piękne zwierzę nie mogło się wydostać i zginęłoby niechybnie z głodu, gdyby Camilo nie chwycił go za ogon i nie wyciągnął stamtąd.

Camilo Matapí ratuje uwięzionego w szczelinie skalnej pancernika. Nad rzeką Apaporis.

AM: Z opisu w twojej książce odniosłam wrażenie, że żywiłeś się przede wszystkim liofilizatorami. Czy nauczyłeś się w końcu łowić? Co jadłeś w kolumbijskiej dżungli, aby mieć siłę na kolejny dzień wiosłowania i przedzierania się przez gęste zarośla?

MT: Tak, już na kolejnej wyprawie nauczyłem się łowić ryby i od tego czasu stanowiły one podstawę mojego wyżywienia. Raz Indianie poczęstowali mnie mięsem tapira. Camilo zjadał żółwie jaja. Ja głównie żywiłem się rybami, ryżem i batonikami muesli firmy Oshee.

AM: W Boliwii zbudowaliście tratwę, aby pokonać rzekę Altamachi. Czy w Kolumbii używałeś innego środka do spływu wodą niż dmuchanych kajaków?

MT: Tak. Podczas tych siedmiu wypraw używałem pakraftów polskiej produkcji, wspomnianego pontonu Soar inflatable, a raz spływaliśmy właśnie tratwą zrobioną samodzielnie z drzewa balsy i dętek od traktora.

AM: Wymieniasz rzeki: Yarí, Tunia, San Jorge, Mesay, Ajajú, Cunare i Apaporis. Czy znasz dystans, który na nich pokonałeś oraz obszar parku, który eksplorowałeś w ciągu ostatnich lat?

MT: To ponad 2000 kilometrów na wiosłach i nieco mniej na łodziach z silnikiem motorowym. Chiribiquete zajmuje ogromny obszar, po którym niełatwo jest się poruszać. Myślę, że zaledwie niewielki procent udało mi się zobaczyć na własne oczy.

Amazonia z lotu ptaka i widok na dopływ rzeki

Amazońska równina Chiribiquete, dopływ rzeki Cunare i tepui na horyzoncie

tranquilandia czyli narcos w chiribiquete

AM: Byłeś w regionach, do których trudno dotrzeć i które posiadają dostęp do wody. To dwa minimalne wymagania, jakie musi spełnić laboratorium kokainy. Udało ci się dotrzeć do Tranquillandii – obszaru kontrolowanego przez Kartel Medellín, który na początku lat 80-tych XX w. wybudował tam aż 19 laboratoriów do produkcji kokainy. Biały proszek opuszczał tereny Llanos de Yarí samolotami, które w samym środku Chiribiquete miały do dyspozycji 8 pasów startowych. W 1984 r Tranquillandia została zniszczona w operacji, w której brała udział kolumbijska policja oraz DEA (Drug Enforcement Administration), amerykańska agencja powołana do walki z przemytem narkotyków. Do ilu takich miejsc udało ci się dotrzeć i w jakim stanie zastałeś pozostałości po laboratoriach?

MT: W Chiribiquete jest mnóstwo pozostałości po narcos. Lądowiska, spalone laboratoria, beczki, w których transportowano substancje chemiczne potrzebne do produkcji kokainy. W Tranquillandii nad rzeką Mesay jest tego najwięcej. Wrażenie robią ogromne leje po bombach wypełnione wodą pośrodku pasów startowych. To mroczny czas w historii Kolumbii i departamentu Caquetá.

Trzech mężczyzn siedzi nad lejem wypełnionym wodą

Lej – pozostałość po wybuchu – na pasie startowym w Tranquilandii

AM: Czy w trakcie twoich pobytów w Kolumbii miałeś świadomy kontakt z partyzantką? Czy były momenty, kiedy czułeś się niebezpiecznie?

MT: W 2014 roku zatrzymał nas FARC na rzece Tunia. Zachowywali się jak wojsko. Wylegitymowali nas, spytali się czy mamy łączność satelitarną i pozwolenie od komendanta tego departamentu. Kazali czekać na decyzję czy możemy płynąć dalej. Jako że byliśmy wciąż blisko cywilizacji, bo zatrzymali nas w drugim dniu od startu, postanowiliśmy się wycofać. Później rozmawiałem z ich dowódcą w wiosce. Byli raczej neutralnie nastawieni.

Maciek z granatem w Tranquilandii

AM: Pierwszy raz w Kolumbii byłeś w 2011 roku. Kolumbia podpisała traktat pokojowy z FARC w 2016 r. Ostatni raz odwiedziłeś kraj w 2019 r. Podróżując po regionach bardzo atrakcyjnych dla partyzantów, czy widziałeś jakieś zmiany w kraju, bezpieczeństwie przed i po dacie, kiedy podpisano pokojowy traktat w Hawanie?

MT: W 2011 roku zanim dotarliśmy do odcinka źródłowego Yarí, naszą bazą było małe miasteczko Cartagena del Chairá. Pamiętam, że co chwila w powietrzu widać było helikoptery Black Hawk. Częste były też wojskowe check pointy, gdzie byliśmy poddawani kontroli osobistej. To się zmieniało z upływem czasu. Po podpisaniu traktatu pokojowego zmniejszyła się ilość kontroli wojskowych na drogach. Ja się w Kolumbii zawsze czułem dość bezpiecznie. Najczęściej podróżowałem z Camilo, który jest przyjaźnie nastawiony do wszystkich i zna te tereny od kilkudziesięciu lat, bo kiedyś był przewodnikiem biologa Patricio von Hildebranda, który mieszkał w Chiribiquete 10 lat.

POLSKI INDIANA JONES

AM: Co było dla ciebie najtrudniejszym, co najcenniejszym, a co najpiękniejszym przeżyciem w Chiribiquete?

MT: Najtrudniejsze były chwile po ukąszeniu przez żararakę lancetowatą. Myślałem, że koniec ze mną. Najcenniejsze jest chyba to, że stałem się lepszym i mądrzejszym człowiekiem dzięki temu co przeżyłem tam przez cały ten czas. Żadne szkoły nie nauczą człowieka tego co może go nauczyć matka natura. Pięknych chwil było mnóstwo. Trudno wszystkie wymienić. Zachód słońca nad rzeką Cunare, płynący rzeką ocelot, zapierające dech w piersiach malowidła, widok jaguara. W Chiribiquete przeżyłem najpiękniejsze i najstraszniejsze chwile swojego życia.

AM: Jeśli miałbyś coś zrobić lepiej, to co by to było?

MT: Na pierwszą wyprawę pojechałbym z Camilo. Niestety wtedy go jeszcze nie znałem.

AM: Czego się nauczyłeś i co wyniosłeś z wypraw do Chiribiquete?

MT: Ponad 2000 km na wiosłach, pół roku życia, przyjaźń z Camilo i Dominikiem, ukąszenie węża, lewicowa partyzantka, spotkanie z oszałamiającą przyrodą, próby odkrycia nieznanych naszemu światu malowideł. To jest materiał na kolejny film o Indiana Jones. Ale też lekcja pokory i świadomość, że natura jest potężniejsza od człowieka i prawdopodobnie go przeżyje, pomimo przekonania człowieka, że to on nad nią panuje.

AM: Gdybyś mógł zaprosić na spływ z tobą po rzece wymarzoną osobę (żyjącą lub nieżyjącą), to kto by to był i dlaczego?

MT: Camilo Matapí Yucuna.

Dominik, Maciek i Camilo

AM: W Kolumbii byłeś już siedem razy – czy zamierzasz wrócić?

MT: Zawsze sobie powtarzam, że już tam nie wrócę i zawsze wracam. Nie umiem odpowiedzieć na to pytanie.

AM: W 2015 roku została wydana, wspomniana wcześniej, twoja książka „Stalowe anioły nad Yarí”. Opowiadasz w niej o pierwszych przygodach z kajakiem w Polsce, potem w Kanadzie, Afryce, Boliwii oraz pierwszej wyprawie w Kolumbii. To książka bardzo męska, szczera i dowcipna. Od tego czasu zrobiłeś wiele wypraw do Kolumbii. Czy planujesz kolejną książkę?

MT: Tak. Wspólnie z Dominikiem Szczepańskim chcielibyśmy opisać wyprawy z lat 2014 – 2019. Ja już zacząłem pracę nad tą książką i mam nadzieję, że wspólnymi siłami uda nam się dowiosłować do brzegu.

AM: Czy masz plany na kolejne spływy? Rzeki jakich krajów śnią ci się po nocach?

MT: Zwykle śnią mi się tylko rzeki Chiribiquete.

AM: Bardzo dziękuję za wywiad i podzielenie się twoim doświadczeniem i przeżyciami z Chiribiquete.

MT: Dziękuję.

Nota:

Jeśli nie określono bezpośrednio pod zdjęciem, wszystkie fotografie pochodzą z prywatnego archiwum Macieja Tarasina.
O egzotycznych wyprawach Maćka można poczytać na jego stronie Green Hell.

rio mesay – wyprawa do niezbadanej Amazonii

Koniecznie obejrzyjcie świetny filmik podsumowywujący wyprawę z 2019 r nad Rio Mesay w Chiribiquete, w którym wzięli udział: Maciej Tarasin, Camilo Matapí, Daniel Rothberg, David Fay, Will Stauffer – Norris i Drew Thayer.
Film z komentarzem po angielsku.

podróż do ameryki Łacińskiej

Planujesz podróż do Ameryki Łacińskiej lub marzysz o przeprowadzce do tropikalnego kraju?

Dołącz do tematycznych grup na Facebooku!

Kliknij w grafikę.

Zrównoważona turystyka w kolumbijskiej Amazonii

Zrównoważona turystyka w kolumbijskiej Amazonii

Zrównoważona turystyka w kolumbijskiej AmazoniiPojechać i zobaczyć Amazonkę, największą rzekę świata, to marzenie wielu osób. Można to zrobić zatrzymując się w Leticii lub Puerto Nariño i wykupując wycieczki w górę lub w dół rzeki lub zatrzymać się u gospodarzy,...

10 rzeczy, które trzeba przeżyć w kolumbijskiej Amazonii

10 rzeczy, które trzeba przeżyć w kolumbijskiej Amazonii

10 rzeczy, które trzeba przeżyć w kolumbijskiej AmazoniiChoć region Amazonii pokrywa aż 40% obszaru Kolumbii, większość turystów zainteresowanych zwiedzeniem dżungli (czy jak woli powiedzieć lokalny mieszkaniec – selwy) kieruje swoje zainteresowanie ku Leticii i...

WYBIERZ ETAP

przewodnik o Kolumbii w kieszeni spodni mężczyzny
kolorowe kwiaty zawieszone na białej ścianie domu przy ulicy
uśmiechnięta kobieta zbiera owoce kawy
kamienna rzeźba przedstawiająca ptaka z parku san augustin
roześmiani kibice kolumbijscy w narodowych barwach

10 rzeczy, które trzeba przeżyć w kolumbijskiej Amazonii

10 rzeczy, które trzeba przeżyć w kolumbijskiej Amazonii

10 rzeczy, które trzeba przeżyć w kolumbijskiej Amazonii

Choć region Amazonii pokrywa aż 40% obszaru Kolumbii, większość turystów zainteresowanych zwiedzeniem dżungli (czy jak woli powiedzieć lokalny mieszkaniec – selwy) kieruje swoje zainteresowanie ku Leticii i Puerto Nariño, zlokalizowanych na samym południu kraju.

Leticia i Puerto Nariño to rzeczne porty położone tuż nad brzegiem rzeki Amazonki. Infrastruktura turystyczna – hotelarska i oferta zwiedzania – jest najlepiej rozwinięta, w porównaniu do innych regionów kraju.

Obszar pomiędzy Leticią a Puerto Nariño należy potraktować jako bazę turystyczną. Stąd organizowane są różne wycieczki, spływy i aktywności/doświadczenia w samej dżungli amazońskiej.

Jakie plany warto uwzględnić podczas pobytu w kolumbijskiej Amazonii? Przedstawiam 10 niezbędnych aktywności, aby pobyt w Amazonii był pięknym i niezapomnianym doświadczeniem.

Spacer po dżungli amazońskiej

Aby doświadczyć amazońskiej przyrody, należy nią po prostu się przejść. Spacery i trekkingi można znaleźć w ofercie wielu hoteli, rezerwatów oraz lokalnych agencji turystycznych. Podczas spaceru pod baldachimem koron drzew, przewodnik opowie o lokalnej bioróżnorodności fauny i flory.

Ogromne puchowce (hiszp. ceiba), wiktoria amazońska, helikonie czy bromelie to tylko kropla w zielonym morzu amazońskiej puszczy. Wśród gęstej roślinności sprawne oko wypatrzy leniwce, naczelne i mrówkojady.

Kontakt z amazońskimi plemionami indiańskimi

Bezpośredni kontakt z ludźmi, którzy Amazonię znają najlepiej, to drogocenne doświadczenie, które na długo pozostanie w pamięci. W kolumbijskiej Amazonii mieszka wiele plemion. Największe z nich to ticuna, huitotos, yagua, tucanos, camsá czy inga. Zamieszkują nie tylko Leticię i Puerto Nariño, ale również rezerwaty, które można odwiedzić i w nich przenocować.

Oferta turystyczna jest bogata. W zależności od miejsca można się nauczyć od lokalnej społeczności lokalnej kuchni, spróbować artystycznych wyrobów rzemieślniczych, posłuchać opowieści, zrozumieć lokalną naturalną medycynę czy spróbować mambe.

Obserwacja fauny rzeki Amazonki

Jedną z największych atrakcji Amazonii jest obserwacja różowych i szarych delfinów słodkowodnych. W Kolumbii można je spotkać w dorzeczu Orinoko oraz Amazonii.

Najpopularniejsze miejsce na zobaczenie długonosego delfina to jezioro Tarapoto niedaleko Puerto Nariño.

Oprócz delfinów, wody Amazonki zamieszkują również amazońskie manaty (dawniej zwane krowami morskimi), kajmany, wydra olbrzymia oraz żółw rzeczny. Przy brzegach rzeki mieszkają tapiry i kapibary.

Jedną z doświadczeń w Amazonii jest wybranie się na łowy piranii.

Degustacja amazońskich owoców i typowych potraw

Różnorodna gastronomia w kolumbijskim regionie Amazonii to fuzja mieszanki kultur trzech państw (Kolumbii, Brazylii i Peru) oraz tradycyjnej kuchni rdzennych społeczności Amazonii. 

Dieta amazońska składa się głównie z ryb. Oprócz piranii, najbardziej znaną rybą i jedną z największych ryb słodkowodnych pirarucú (arapaima), którą można spożywać na wiele sposobów. Jednym z nich jest el pintadillo – ryba marynowana jest według tradycji indiańskich, zawijana do gotowania w bananowy liść.

Inchicapi to zupa z kurczaka z juką, kukurydzą, orzeszkami ziemnymi i kolendrą, podawana z ryżem lub bananem.

Warto spróbować świeżego serca palmy naidí lub chota zwanego palmito, które serwowane jest w sałatkach, z ryżem lub smażone na grillu.

Dla odważnych śmiałków poleca się larwy chrabąszcza, zwane mojojoy, które przyrządzane są na grillu. 

Z soków warto wybrać te na bazie typowych amazońskich owoców: arazá, camu-camu i copoazú. Desery (dulce, crema) są robione również na bazie tych owoców.

nocne safari w dżungli

Doświadczenie dżungli w nocy to zupełnie inne przeżycie niż jak w dzień. Do życia budzą się przede wszystkim zwierzęta, gady i insekty, które na polowanie wyruszają w nocy – tarantule, kajmany czy pekari.

Nocne ścieżki ekologiczne oferowane są przez rezerwaty. 

kontakt z naczelnymi i zaadoptowanie wełniaka brunatnego

W kolumbijskiej amazonii są dwa główne miejsca, w których można się zanurzyć w małpi świat. W okolicach Leticia jest to Wyspa Małp (Isla de Micos), a przy Puerto Nariño – Rezerwat Mocagua.

Rzeczna wyspa Arara, bardziej znana jako Isla de Micos, to spotkanie przede wszystkim z sajmirą wiewiórczą, która ludzi się nie boi się i chętnie pozuje do zdjęć. Jest to najczęściej odwiedzane miejsce w kolumbijskiej Amazonii.

 W rezerwacie Mocagua, dzięki wsparciu Fundacji Maikuchiga, indianie ticuna opiekują się naczelnymi od 2003 r kiedy została powzięta decyzja o zaprzestaniu polowania na zagrożone gatunki. Rezerwat wszczególności opiekuje się wełniakiem brunatnym, który znajduje się na liście zagrożonych wyginięciem gatunków. Niektóre z naczelnych w rezerwacie to uratowane z nielegalnego przemytu osobniki. W rezerwacie można symbolicznie zaadoptować wełniaka. 

 

odwiedzenie trzech krajów w jeden dzień

Leticia to miasto, port rzeczny i stolica departamentu Amazonas, gdzie stykają się granice państw: Kolumbii, Brazylii oraz Peru. Leticia i brazylijskie miasto Tabatinga tworzą jedno miasto, gdzie mówi się po hiszpańsku i portugalsku oraz obowiązują obydwie waluty: kolumbijskie peso oraz brazylijski real. Aby znaleźć się po peruwiańskiej stronie wystarczy przepłynąć na drugi brzeg Amazonki.

nocleg w ekologicznych domkach w rezerwacie

Kolumbijska Amazonia oferuje bogatą różnorodność w ofercie noclegowej. Luksusowe hotele z dostępem do prywatnego basenu, bardziej ekonomiczne hostele czy też ekologiczne domki w rezerwatach indiańskich. Wśród bogatej oferty znajdą się również sypialnie w koronach drzew lub hotel zbudowany na barce pływającej na Amazonce.

kajakowanie po dorzeczu Amazonki

Transport wodny to główna forma transportu w kolumbijskiej Amazonii. Miłośnicy kajakowania mają możliwość wypożyczenia kajaków, aby samodzielnie popływać dorzeczem Amazonki przedzierając się przez tropikalną selwę. Własnoręczny wysiłek związany z wiosłowaniem pozwoli jeszcze bardziej zbliżyć się do natury i poczuć jej potęgę.

obserwacja tropikalnych ptaków – birdwatching

Nie trzeba być wyposażonym w najnowsze lornetki czy drogie obiektywy do aparatów fotograficznych, aby nacieszyć się widokiem ptaków w Amazonii. Te są na każdym drzewie.

Jednym z najlepszych miejsc do obserwacji ptaków jest Park Amacayacu, który jest oddalony od domostw Leticii i Puerto Nariño. W Amacayacu ptaki mają więcej wolności i spokoju, co sprawia, że birdwatching jest niezapomnianym przeżyciem. 

W Leticii około godziny 17 warto zajrzeć do Parku Santander na koncert papug, zwanych w Kolumbii pericos. Głośny koncert trwać nawet do po zmierzchu.

@ericajohannaphoto

Miejsca i rezerwaty warte sprawdzenia

Zrównoważona turystyka w kolumbijskiej Amazonii

Zrównoważona turystyka w kolumbijskiej Amazonii

Zrównoważona turystyka w kolumbijskiej AmazoniiPojechać i zobaczyć Amazonkę, największą rzekę świata, to marzenie wielu osób. Można to zrobić zatrzymując się w Leticii lub Puerto Nariño i wykupując wycieczki w górę lub w dół rzeki lub zatrzymać się u gospodarzy,...

10 rzeczy, które trzeba przeżyć w kolumbijskiej Amazonii

10 rzeczy, które trzeba przeżyć w kolumbijskiej Amazonii

10 rzeczy, które trzeba przeżyć w kolumbijskiej AmazoniiChoć region Amazonii pokrywa aż 40% obszaru Kolumbii, większość turystów zainteresowanych zwiedzeniem dżungli (czy jak woli powiedzieć lokalny mieszkaniec – selwy) kieruje swoje zainteresowanie ku Leticii i...

Odkryj Kolumbię

przewodnik o Kolumbii w kieszeni spodni mężczyzny
kolorowe kwiaty zawieszone na białej ścianie domu przy ulicy
uśmiechnięta kobieta zbiera owoce kawy
kamienna rzeźba przedstawiająca ptaka z parku san augustin
roześmiani kibice kolumbijscy w narodowych barwach