Jak zaplanować wyprawę na pustynię La Guajira

Jak zaplanować wyprawę na pustynię La Guajira

JAK ZAPLANOWAĆ WYPRAWĘ NA PUSTYNIĘ LA GUAJIRA

La Guajira to region, który urzeka swoją różnorodnością. Jest to jedyne miejsce na świecie, gdzie zażywając kąpieli w tropikalnym morzu można jednocześnie podziwiać ośnieżone szczyty gór sięgające prawie 6 tysięcy m. n.p.m., a 150 km dalej stąpać po piaskach pustyni, przypominającej Saharę.

La Guajira to półwysep i jednocześnie najbardziej wysunięty na północny-wschód departament Kolumbii. Od strony zachodniej jego granicę wyznacza rzeka Palomino, od strony wschodniej graniczy z Wenezuelą, a od północy obmywają go ciepłe wody Morza Karaibskiego.

Jak zaplanować podróż na magiczny półwysep, gdzie piaski pustyni spotykają się z ciepłym morzem, deszczowym lasem tropikalnym i niepowtarzalną kolorową kulturą zamieszkującą od wieków ten region ludnością autochtoniczną Wayuu? W tym artykule dowiedziecie się, jak to zrobić i co zobaczyć.

PALOMINO – TURYSTYCZNA MEKKA U STÓP gór

Podróż najlepiej zacząć od tzw. Dolnej Guajiry (hiszp. La Guajira Baja) w gminie Palomino, położonej 75 km na wschód od Santa Marta przy rzece o tej samej nazwie. Miejsce to od kilkunastu lat przeżywa niezwykły boom turystyczny. Z powodu wojny domowej 15 lat temu nie było w Palomino ani jednego hotelu, a obecnie jest ich ponad sto.

Jeśli ktoś 20 lat temu kupiłby kawałek ziemi i teraz go odsprzedał, to zysk z inwestycji byłby porównywalny do fenomenu bitcoina.

Ten turystyczny sukces wynika z faktu, że każdy znajdzie tutaj coś dla siebie: zarówno miłośnik gór, jak i morza; osoba ekstrawertyczna, chcąca nawiązać łatwo kontakt z innymi podróżnikami, jak i introwertyczna, która woli samotnie kontemplować piękne krajobrazy.

Jedną z głównych atrakcji Palomino jest tzw. tubing, czyli spływ na dętkach samochodowych po rzece Palomino z gór Sierra Nevada de Santa Marta do Morza Karaibskiego.

Potomkowie prekolumbijskich kultur: Arhuacos i Kogi

Jeśli ktoś chce poznać kulturę społeczności Arhuacos i Kogi, potomków prekolumbijskiej kultury Tayrona, to Palomino jest również dobrym punktem wyjścia.

W samym Palomino można ich spotkać i łatwo rozpoznać po białych, tradycyjnych strojach. Mieszkający blisko cywilizacji Aruacos i Kogi przejęli sporo zwyczajów zachodniego świata i przeważnie nie są to rzeczy pozytywne.

Dlatego, aby dotrzeć do społeczności mniej skażonych cywilizacją, trzeba wybrać się na wycieczkę. Takie wędrówki z zaprzyjaźnionymi z nimi lokalnymi przewodnikami są kilkudniowe, ale pozwalają na dotarcie do nieskażonych cywilizacją osad, gdzie społeczności żyją podobnie, jak ich przodkowie Tayrona, 500 lat temu.

Kiedy w XVI wieku Hiszpanie dokonywali eksterminacji rdzennych mieszkańców na całym kontynencie południowoamerykańskim, kultura Tayrona schroniła się w niedostępnych dla Hiszpanów górach Sierra Nevada de Santa Marta i żyła w izolacji od świata do lat 50-tych XX wieku.

RIOHACHA – FLAMINGI I POCZĄTEK PODRÓŻY

Po zwiedzeniu okolic Palomino należy udać się na północny-wschód w stronę miejscowości Riohacha, stolicy departamentu.

Po drodze, 20 km przed Riohacha, warto zatrzymać się w gminie Camarones. Tam łodzią typu canoe płynie się do rezerwatu Sanktuarium Flamingów, których jest tysiące na przełomie roku, po porze deszczowej.

Stolica departamentu Riohacha znajduje się w środkowej Guajirze. To 200 tysięczne miasto nie posiada zabytków z czasów kolonialnych i jest dość niebezpieczne. Dlatego też podczas wyprawy służy do zatrzymania się na jedno popołudnie oraz nocleg i następnego dnia rano rozpoczęcie podróży na północ w kierunku Punta Gallinas. Od Riochacha trzeba mieć samochód terenowy z napędem na 4 koła.

Zdecydowanie zaleca się skorzystanie z usług miejscowych agencji. Ceny są przystępne i nie ryzykuje się zgubienia na pustyni, ugrzeźnięcia w piasku czy też napadu w celach rabunkowych.

Najpopularniejszy jest 3 dniowy tour po półwyspie La Guajira.

DZIEŃ 1 – MANAURE, URIBIA I CABO DE LA VELA

Podróż z Riohacha zaczyna się około godziny 8 rano. Przejazd wzdłuż plaż Mayapo i krótki postój w miejscowości Manaure, gdzie miejscowi ludzie produkują morską sól.

Po drodze dojeżdża się do miasta Uribia, zwanej także stolicą autochtonów kolumbijskich. W Uribii kończy się droga asfaltowa i zaczyna safari po pustyni. Po około półtorej godziny dojeżdża się do Cabo de la Vela.

Cabo de la Vela to cypel na półwyspie z niewielką wioską rybacką. Przyciąga szczególnie miłośników kitesurfingu ze względu na gwarantowany silny wiatr przez cały rok.

Po obiedzie warto zwiedzić okoliczne plaże, wejść na święte wzgórze społeczności Wayuu zwane Pilón de Azúcar, a godzinę 18 zarezerwować na piękny zachód słońca z innego wzgórza zwanego El Faro.

 

W Górnej Guajirze (tzw. Guajira Alta) na północ od Riohacha zdecydowaną większością mieszkańców jest rdzenna ludność Wayuu.

Hiszpanom nigdy nie udało się ich podbić i do dnia dzisiejszego posiadają szeroką autonomię do tego stopnia, że prawo kolumbijskie nie ma tutaj zastosowania.

W Cabo de la Vela spędza się pierwszą noc. Nie ma tu gwiazdkowych hoteli, tylko typowe dla regionu miejsca zwane rancherías. Ale nawet dla Billa Gatesa nie stanowiło to problemu i w rancheria Utta spędził tydzień wakacji w 2016 roku.

DZIEŃ 2 – PUNTA GALLINAS

Drugiego dnia podróż kontynuuje się do najbardziej na północ wysuniętego punktu w Ameryce Południowej zwanego Punta Gallinas.

Wspaniałe księżycowe krajobrazy i wydmy kontrastują z przerażającą biedą miejscowej ludności.

Warunki do życia były tutaj zawsze bardzo trudne, co paradoksalnie uchroniło społeczności przed konkwistadorami, ale w ostatnich dziesięcioleciach sytuacja się bardzo pogorszyła przez zmiany klimatyczne, wojnę domową i degradację środowiska przez przemysł wydobywczy (w regionie znajduje się odkrywkowa kopalnia węgla Cerrejón).

Po zwiedzeniu wydm Taroa, nocleg jest w rancheria przy zatoce Bahía Hondita.

DZIEŃ 3 – PARK NARODOWY MACUIRA LUB POWRÓT

Rozszerzony plan zwiedzania Górnej Guajiry obejmuje Park Narodowy Macuira, będący swego rodzaju oazą na pustyni. W przeciwnym wypadku następny dzień to powrót do Riochacha i cywilizacji.

LA GUAJIRA NIKOGO NIE POZOSTAWIA OBOJĘTNYM

Mam na imię Andrzej i mieszkam na wybrzeżu w Kolumbii już 14 lat. Są miejsca, do których udawałem się z wieloma ludźmi i na jednych robiły ogromne wrażenie, a na innych średnie. Jednak Guajira (zwłaszcza Górna Guajira) nikogo nie pozostawia obojętnym.

Simon z Niemiec zasugerował mi, aby po trzech dniach na pustyni koniecznie zaplanować przynajmniej jeden dzień absolutnego spokoju, aby mózg mógł uporządkować te przeżycia.

Matina z Polski, po trzech dniach wyprawy na pustynię, zamiast kontynuować plan wakacji, w ciągu tygodnia zorganizowała zbiórkę dla żyjących w skrajnej biedzie społeczności Wayuu. Później założyła fundację humanitarną, której celem jest pomoc najuboższym.

Tak więc przygotuj się, że trzydniowy pobyt na pustyni Guajira może być doświadczeniem zmieniającym życie, a nie tylko zwiedzeniem nowego miejsca.

ORGANIZACJA WYCIECZEK NA LA GUAJIRA

Jeżeli i ty chciałbyś przeżyć niezapomnianą przygodę na karaibskich, pustynnych piaskach półwyspu La Guajira, to zapraszam do kontaktu.  

Mieszkam w Santa Marta od 2007 r. i od 2018 r. organizuję wycieczki na całym kolumbijskim wybrzeżu Morza Karaibskiego: od Górnej Guajiry do Wysp San Bernardo nieopodal Cartagena de Indias.  

Jak się ze mną skontaktować?

Telefon i Whatsapp: (+57)3012094697
E-mail: [email protected]

Moje widea z regionu oraz recenzje z organizacji wypraw dla klientów możesz znaleźć na grupie społecznościowej Polacy w Kolumbii. Zapraszam!

 

Wszystkie zdjęcia pochodzą z archiwum Andrzeja.

Jak zaplanować wyprawę na pustynię La Guajira

Jak zaplanować wyprawę na pustynię La Guajira

JAK ZAPLANOWAĆ WYPRAWĘ NA PUSTYNIĘ LA GUAJIRALa Guajira to region, który urzeka swoją różnorodnością. Jest to jedyne miejsce na świecie, gdzie zażywając kąpieli w tropikalnym morzu można jednocześnie podziwiać ośnieżone szczyty gór sięgające prawie 6 tysięcy m....

Bikini czy polar, czyli jak mądrze zapakować bagaż do Kolumbii

Bikini czy polar, czyli jak mądrze zapakować bagaż do Kolumbii

bikini czy polar, czyli jak mądrze zapakować bagaż do kolumbiiPolacy wybierający się do Kolumbii niejednokrotnie są zaskoczeni olbrzymią różnicą temperatur panujących na jednym obszarze kraju.  Dzięki swojemu położeniu na zwrotniku, bogatej geologii kraju oraz dostępu...

10 najlepszych atrakcji w Santa Marta i okolicach

10 najlepszych atrakcji w Santa Marta i okolicach

10 najlepszych atrakcji w Santa Marta i okolicachSanta Marta ma niewątpliwie jedną z najbardziej atrakcyjnych lokalizacji na całej kuli ziemskiej. Położone tuż nad brzegiem Morza Karaibskiego miasto od wieków spogląda w bezmiar wód Oceanu Atlantyckiego, za plecami...

Zrównoważona turystyka w kolumbijskiej Amazonii

Zrównoważona turystyka w kolumbijskiej Amazonii

Zrównoważona turystyka w kolumbijskiej Amazonii

Pojechać i zobaczyć Amazonkę, największą rzekę świata, to marzenie wielu osób. Można to zrobić zatrzymując się w Leticii lub Puerto Nariño i wykupując wycieczki w górę lub w dół rzeki lub zatrzymać się u gospodarzy, którzy Amazonią żyją i oddychają na co dzień.

Dziś o drugiej opcji, czyli prawdziwe doświadczenie Amazonii poprzez bezpośredni, żywy i nieudawany kontakt z ludnością społeczności rdzennych. Doświadczenie, które wpisuje się w etos zrównoważonej i odpowiedzialnej społecznie turystyki.

W artykule znajdziecie dużo informacji praktycznych.

Rzeka w Amazonii, drzewa po brzegach

Fot. Aleksandra Małyska-Del Rio

Co to jest zrównoważona turystyka

Ze wszystkich definicji zrównoważonej turystyki podoba mi się ta proponowana przez Światową Organizację Turystyki:

turystyka, która spełnia potrzeby zarówno turystów, jak i regionów przyjmujących turystów, jednocześnie chroniąc je i wspierając możliwości ich rozwoju w przyszłości.

Po spędzeniu 4 i pół dnia z Coya Amazonas Tours potwierdzam, że doświadczenie przez nich oferowane, idealnie wpisuje się w etos zrównoważonej turystyki i jest mi ogromnie miło polecić to wspaniałe miejsce osobom żądnym przygód w Amazonii i na Amazonce.

Fot. Anna Matelska

Fot. Aleksandra Małyska-Del Rio

Coya Amazonas Tours

Coya Amazonas Tours to agencja turystyczna, której właścicielem jest Joaquin – z etni cocama – przewodnik i gospodarz.

Joaquin jest osobą niesamowicie przyjazną, sympatyczną i optymistyczną. Jego w pełni profesjonalne podejście do naszej małej grupki turystów bardzo rzucało się w oczy. Zadziwiał jego świadomy, ekologiczny, społeczny i sąsiedzki pogląd na świat.

Juaco bardzo chętnie dzieli się swoją różnorodną wiedzą o regionie. Kontakt z nim to wartość dodana do amazońskiej przygody.

Joaquin i Coya Amazonas Tours mają siedzibę w rezerwacie w społeczności Comunidad 7 de Agosto.

Fot. Joaquin Vasquez

Fot. Anna Matelska

Comunidad 7 de Agosto

Społeczność Comunidad 7 de Agosto znajduje się na granicy kolumbijsko-peruwiańskiej, którą naturalnie wyznacza rzeka największa rzeka świata. Sięgająca najdalej na południe granica Kolumbii, graficznie przypomina mi końcówkę rybiego ogona umoczoną w Amazonce. Comunidad 7 de Agosto leży po zachodniej części tego odcinka granicy, w rozwidleniu Amazonki, którą zasila mniejsza rzeka Rio Atacuarí.

Na zachód od Puerto Nariño, który administracyjnie zarządza terenem, znajduje się rezerwat trzech etni: ticuna, cocama i yagua zwany ATICOYA (Asociación de Autoridades Indígenas Ticunas, Cocamas y Yaguas). Jest to drugi największy rezerwat w tej części Kolumbii. Dla porównania – pomiędzy Leticią, a Puerto Nariño rezerwaty są mniejsze i jedno lub dwuetniczne.

Warunki mieszkalne

Naszym gospodarzem był Joaquin (cocama) i jego żona Rosalba (tikuna). Zachwycił nas prosty, ale duży, przestronny i na wpół otwarty dom, w którym zamieszkaliśmy razem z gospodarzami i ich synkiem Santi. Dom stoi na palach, ponieważ w porze deszczowej wszystko jest zalewane Amazonką. Naprzeciwko budynku stoi drzewo z owocami noni, rosną palmy kokosowe, a z tyłu za domem znajduje się chagra – poletko uprawne rodziny.

Nasze pokoje miały wygodne łóżka z mosquitierą, światło i gniazdka. Łazienka z prysznicem nie ma dopływu wody rurą. Jest zasilana deszczówką, magazynowaną w zbiorniku wodnym na dachu, a porze suchej gospodarze własnoręcznie, za pomocą ręcznie noszonych wiader, napełniają zbiornik wodą z rzeki. Ogromne okno w łazience wychodzi na chagrę, słychać gdaczące pod domem kury, a w niedalekiej odległości widać selwę.

Smaczne posiłki wychodzące z kuchni Rosy zawsze były ciepłe. Na stole królowały ryż, platany, ryby, farofa – przyprawa z prażonego manioku – oraz dużo pikantnego ají, którym zajadaliśmy się tyle, że z dnia na dzień trzeba było robić większe porcje. Do tego kawa i soki.

Rosa opiekuje się także małym sklepikiem, którego okno wychodzi na werandę. Asportyment pochodzi z trzech krajów: Kolumbii, Peru i Brazylii. Było zimne piwo i można było zakupić rum czy brazylijską cachaçę.

Fot. Aleksandra Małyska-Del Rio

Fot. Aleksandra Małyska-Del Rio

Fot. Aleksandra Małyska-Del Rio

Fot. Aleksandra Małyska-Del Rio

Typowy dzień

Po śniadaniu koło 8 wybieraliśmy się do selwy, albo wypływaliśmy peque-peque do innych społeczności czy na łowienie ryb. Po lunchu w południe 12-13 i sjeście na hamakach kolejne atrakcje – bardzo dużo czasu spędziliśmy na wodzie. Kolacja w okolicach godziny 18-19. Najlepsze posiłki smakowały nam z ryb, które nam samym udało się złowić lub zakupione od peruwiańskich rybaków. Późnym wieczorem kolejne przygody, jeśli były w planach.

Na werandzie na hamakach spędzaliśmy zawsze czas wolny pomiędzy aktywnościami lub po sutym posiłku czy wieczorem: czytając książki, pijąc brazylijskie lub peruwiańskie piwo, albo po prostu rozmawiając.

Wszystkie nasze doświadczenia, których mieliśmy sporo podczas naszych pełnych 4 dni można podzielić na związane z naturą lub z etniami.

Fot. Aleksandra Małyska-Del Rio

Fot. Aleksandra Małyska-Del Rio

Fot. Aleksandra Małyska-Del Rio

Doświadczenia z naturą

Dzienny i nocny spacer po selwie.

Obserwacja kajmanów w nocy.

Obserwacja delfinów szarych i różowych.

Wędkowanie ryb i piranii.

Obserwacja ptaków.

Naturalna medycyna.

Degustacja amazońskich owoców i potraw.

 

Fot. Aleksandra Małyska-Del Rio

Bezpośredni kontakt z lokalnymi społecznościami

Bezpośrednia styczność z lokalnymi etniami, to dla mnie była największa wyniesiona wartość z całej podróży. Podczas naszego pobytu poznaliśmy społeczności cocama, tikuna, yagua, mieszkające w Comunidad 7 de Agosto oraz w innych comunidades jak Boyahuazú i San Juan de Atacuarí. Każda z etni ma swój język i tradycje. Wszyscy posługują się pomiędzy sobą w języku hiszpańskim.

Odwiedziliśmy również pobliską społeczność w Isla del Tigre w Peru – mogliśmy porównać amazońską szkołę w Peru do tej w Kolumbii oraz przyjrzeć się prawdziwemu tartakowi, do którego drzewa na obróbkę przypływają na łodziach.

W ostatnim dniu wybraliśmy się do peruwiańskiego miasta Caballococha, płynąc łódką już po szerokiej Amazonce, która łagodna podczas słonecznej pogody może przerodzić się w niebezpieczny żywioł podczas tropikalnej burzy.

Najbardziej wyjątkowym doświadczeniem było samo mieszkanie w domu naszych gospodarzy. Codziennie mieliśmy przyjemność kontaktu z tatą Joaquina, który sterował peque-peque (tradycyjnym środkiem transportu po Amazonce) lub większą łodzią oraz z Arturo – 18 letnim bratem Rosy. To zresztą Arturo zawdzięczam złowienie piranii – pomagał mi w wybieraniu najlepszych przynęt.

Fot. Anna Matelska

Fot. Anna Matelska

Fot. Aleksandra Małyska-Del Rio

Planowanie pobytu

Absolutne minimum, które należy poświęcić na to miejsce to dwa pełne dni pobytu (3 noce). Optymalny i sugerowany czas to 3 dni (4 noce). Po 4 dniach pobytu (jak w naszym przypadku) istnieje ryzyko, że nie będziecie chcieli wyjeżdżać, także proszę planować z rozwagą 😉.

Do tego należy doliczyć 2 dni na dojazd z Bogoty (o szczegółach w sekcji Dojazd).

Fot. Anna Matelska

Fot. Aleksandra Małyska-Del Rio

Przyjazd i powrót

Zarówno na przyjazd i powrót należy liczyć 1 pełny dzień na każdą stronę.

Plan przyjazdu (aktualizacja sierpień 2021):

Lot LATAM: Bogota 10:38 – Leticia 12:37

Szybki transport wodny (rápido): Leticia ok. 14:00 – Puerto Nariño – ok. 16:00 (koszt. $35.000)

Półtorej godziny od przylotu do łódki wydaje się być dużą ilością czasu, ale tak nie jest. Potrzeba kupić wcześniej bilety, rezerwując miejsce na łodzi i kupić wodę zdatną do picia (jeśli jedziecie w porze suchej). Warto poprosić Joaquina o pomoc w organizacji przyjazdu poprzez jego znajomego Alexandra „Gato”, który mieszka w Leticia.

Peque-peque: Puerto Nariño ok 16:00 – Comunidad 7 de agosto ok 18:00

Plan powrotny (aktualizacja sierpień 2021):

Peque-peque: Comunidad 7 de agosto ok 8:00 – Puerto Nariño ok. 10:00

Puerto Nariño: zakup biletów na transport i zwiedzanie gminy

Szybki transport wodny: Puerto Nariño 11:00 – Leticia 13:00

Lot Avianca: Leticia 15:31 – Bogota 17:34

Opcjonalnie z powrotem można zatrzymać się w Puerto Nariño na noc, skracając sobie pobyt w 7 de Agosto i wyruszając łódką w godzinach porannych do Leticia, skąd można złapać wcześniejszy lot LATAM o godzinie 13:30. Na nocleg zdecydowanie bardziej polecam Puerto Nariño niż Leticię.

Fot. Aleksandra Małyska-Del Rio

Kiedy jechać?

Pora deszczowa jest według Joaquina najbardziej atrakcyjna. Wszystko wtedy zalewają wody Amazonki. Codziennie pada trochę deszczu i świeci słońce. Jest także więcej aktywności do zrobienia w selwie. Jest więcej owoców, ryb; łatwiej spostrzec kajmany itp. Z domu bezpośrednio wsiada się do indywidualnych canoas. Miesiące najbardziej rekomendowane to styczeń i luty.

My pojechaliśmy w porze suchej (sierpień), choć huragan, którego doświadczyliśmy ostatniej nocy i który postawił nas na nogi o godzinie 2 nad ranem, zdecydowanie zaprzeczył jakimkolwiek definicjom pory suchej. Poza tym epizodem po lądzie stąpaliśmy suchą nogą, a gumiaki były potrzebne tylko do selwy.

Elektryczność

W Comunidad 7 de Agosto prąd jest pozyskiwany z lokalnego generatora prądu i jest włączany w godzinach: 10:00 – 13:00 oraz 17:00 – 22:00. Warto zabrać powerbanki do ładowania komórek w ciągu dnia.

Koszt i płatność

Ceny są bardzo przystępne i co najważniejsze – w duchu turystyki zrównoważonej – cała kwota zostaje w rękach osób, które będą was gościć, karmić, kierować łódką, pomagać, itp. W cenę wliczone jest wszystko, czyli „all inclusive” w stylu amazońskim: spanie, mycie, jedzenie, zwiedzanie, kąpiele w Amazonce i doświadczenia w selwie oraz wodny transport lokalny.

Cena zależy od ilości dni. Szczegóły u gospodarza Juaquina.

Zaliczkę można przesłać z zagranicy na konto Bancolombia.

Kontakt

Joaquin to właściciel firmy turystycznej Coya Amazonas Tours. Kontakt do niego jest przez Whatsapp: +57 3224834932 (proszę pisać wyłącznie w języku hiszpańskim). Można dzwonić.

Proszę planować kontakt z większym wyprzedzeniem czasowym – internet oraz połączenia telefoniczne w tym regionie nie są najlepszej jakości, dlatego warto mieć to na uwadze i być cierpliwym czekając na odpowiedź.

Obserwujcie kanały społecznościowe Coya Amazonas Tour na Faceoboku i Instagramie.

Większe grupy, które wolą być prowadzone za rękę, proszone są o kontakt z Radkiem ([email protected]).

Bikini czy polar, czyli jak mądrze zapakować bagaż do Kolumbii

Bikini czy polar, czyli jak mądrze zapakować bagaż do Kolumbii

bikini czy polar, czyli jak mądrze zapakować bagaż do kolumbiiPolacy wybierający się do Kolumbii niejednokrotnie są zaskoczeni olbrzymią różnicą temperatur panujących na jednym obszarze kraju.  Dzięki swojemu położeniu na zwrotniku, bogatej geologii kraju oraz dostępu...

Zrównoważona turystyka w kolumbijskiej Amazonii

Zrównoważona turystyka w kolumbijskiej Amazonii

Zrównoważona turystyka w kolumbijskiej AmazoniiPojechać i zobaczyć Amazonkę, największą rzekę świata, to marzenie wielu osób. Można to zrobić zatrzymując się w Leticii lub Puerto Nariño i wykupując wycieczki w górę lub w dół rzeki lub zatrzymać się u gospodarzy,...

Odkryj Kolumbię

przewodnik o Kolumbii w kieszeni spodni mężczyzny
kolorowe kwiaty zawieszone na białej ścianie domu przy ulicy
uśmiechnięta kobieta zbiera owoce kawy
kamienna rzeźba przedstawiająca ptaka z parku san augustin
roześmiani kibice kolumbijscy w narodowych barwach

8 turystycznych atrakcji na kolumbijskim „Dzikim Wschodzie” – Los Llanos

8 turystycznych atrakcji na kolumbijskim „Dzikim Wschodzie” – Los Llanos

8 turystycznych atrakcji na kolumbijskim Dzikim Wschodzie

Los Llanos

Kolumbijski „Dziki Zachód” leży na wschodzie kraju, dlatego właściwa nazwa to „Dziki Wschód”.

Olbrzymie podmokłe tereny sawannowe i pastwiska, barwna kultura kowbojska „llanero”, specyficzna muzyka i kuchnia. Tu doświadczymy najpiękniejszych zachodów słońca i poznamy unikatowy biologiczny system morichales, opisany przez Humboldta.

Kolumbijski Dziki Wschód to mało odkryta przez turystów część Kolumbii. Jest to szczególna propozycja dla tych, którzy szukają nieprzetartych ścieżek, interesuje ich ekoturystyka, przebywanie w bliskim kontakcie z naturą i z daleka od cywilizacji.

Los Llanos pokochają miłośnicy szerokich horyzontów, kultury kowbojskiej i najlepszego grilla (hiszp. asado), jakiego można zjeść w Kolumbii.

Park Tuparro i ósmy cud świata – bystrza Maipure

Park Tuparro, położony w departamencie Vichada, jest jedną z 5 rezerwatów biosfer w Kolumbii znajdujących się na liście Unesco.

Położony na samym wschodzie kraju Tuparro otoczony jest dookoła rzekami. Od wschodu jego brzegi obmywa Orinoko, której przepastne wody wyznaczają granicę z Wenezuelą. 

Sawanna zajmuje około 85% powierzchni parku. Pozostałą część pokrywają lasy: deszczowy, namorzynowy i galeriowy oraz rzeki.

Park zamieszkują jeleń bielik, pancerniki (olbrzymi i mały), tapiry, pekari, pumy, jaguary, różne gatunki małp, kapibary, krokodyle orinoko, kajmany i żółwie oraz 320 gatunków ptaków, w tym wiele gatunków wodnych.

W „sercu lasu” żyje 10 tysięcy rdzennych mieszkańców w 16 rezerwatach, m.in. Piapocos czy Puinaves oraz półkoczownicza społeczność Sikuanis – Guahibo.

Bystrza Raudales de Maipure to jedna z atrakcji Parku Tuparro. Gwałtowne spiętrzenia wody tworzą się na rzece w miejscu gdzie Orinoko, po połączeniu się z rzeką Tuparro, zawęża swój nurt do mniejszego obszaru.

Wielki podróżnik, Alexander von Humboldt, który przybył do Maipure w 1800 r., nazwał bystrza ósmym cudem świata.

Mistyczne wzgórza Mavecure

Wzgórza Mavecure znajdują się na południe od Parku Tuparro, w departamencie Guianía, niedaleko jej stolicy Iñírida. Dla społeczności tubylczych są święte.

Pajarito (170 m), Mono (480 m) i Mavicure (712 m) to trzy wzgórza tepuy, które otoczone są wodami rzeki Iñírida i znajdują się w centrum rezerwatu społeczności Puinave. Są zaliczane do jednych z najstarszych formacji skalnych na świecie.

Wzgórza Mavecure są główną atrakcją turystyczną departamentu Guainía i zostały sportretowane w nominowanym do Oskara filmie „W objęciach węża” (przeczytaj Filmy i seriale kolumbijskie, które musisz obejrzeć), gdzie rozegrały się sceny kulminacyjne filmu.

Zarówno Tuparro jak i Mavecure najlepiej zwiedzać korzystając z ofert licencjonowanych agencji turystycznych. Wśród pakietów turystycznych można wybrać tygodniowy trekking zwany Szlakiem Humboldta, który w harmonogramie zwiedzania obejmuje wyżej wspomniane miejsca oraz inne atrakcje regionów Vichada i Guainía. Dotarcie do Puerto Carreño (Tuparro) oraz Iñirida (Mavecure) z Bogoty jest możliwe praktycznie wyłącznie drogą lotniczą.

Kolumbijskie safari w Casanare

Safari, czyli wyprawa do świata zwierząt w ich naturalnym środowisku, to nieznana atrakcja Kolumbii, którą można doświadczyć w departamentach Casanare oraz Meta.

Na safari llanero można spędzić kilka godzin lub kilka dni, wyciszając umysł na łonie natury. Środkami transportu są konie, terenowe samochody, łódki lub… przyczepa traktora.

Podczas przejazdu przez podmokłe regiony Los Llanos można zaobserwować bioróżnorodność Dzikiego Wschodu Kolumbii na wyciągnięcie ręki. Kapibary, jelenie, krokodyle, dzikie konie, mrówkojady, legwany, kaczki, wyjce, sowy, pancerniki, lisy, żółwie, dzikie świnie, pumy, setki gatunków ptaków (w tym czerwone ibisy) i różne gatunki bydła.

Rekomendowany okres w roku na kolumbijskie safari to okres lata, pomiędzy listopadem a kwietniem, ponieważ łatwiej zaobserwować zwierzęta gromadzące się przy źródłach wodnych.

Najbardziej znanym miejscem dla safari jest farma hodowlana Hato La Aurora (17 tysięcy ha), która otrzymała status rezerwatu naturalnego od kolumbijskiego rządu.

Obecnie teren rezerwatu zamieszkują jaguary, współżyjące w symbiozie z innymi zwierzętami jak kapibary czy jelenie.

Położona jest na północny-wschód od Yopal, stolicy Casanare. Do Yopal można się dostać drogą lądową lub samolotem.

Park zoologiczny Bioparque los Ocarros

Jeżeli nie ma czasu na kilkudniową wyprawę na kolumbijskie safari, a ma się ochotę na poznanie z bliska różnych zwierząt i ptaków, które zamieszkują dorzecze Orinoko, to warto wybrać się do parku zoologicznego w stolicy departamentu Meta.

Bioparque los Ocarros mieści się w sąsiedztwie lotniska w Villavicencio. Przyjazne dzieciom miejsce, jest najładniejszym parkiem zoologicznym w Kolumbii, do którego warto wstąpić, jeśli jest się akurat w okolicy.

W parku można zobaczyć tapiry, mrówkojady, pancerniki, kapibary, anakondę, różne gatunki małp czy ptaków oraz dwa gatunki, które królują w różnych ekosystemach w Kolumbii – andyjskiego misia okularowego oraz króla kolumbijskiej dżungli – jaguara.

Do Villavicencio można dojechać w 3 godziny drogą z Bogoty lub przylecieć samolotem.

Podróż do pępka Kolumbii

Geograficzne centrum Kolumbii, zwane Ombligo (pępek) znajduje się niedaleko Puerto López w kierunku Puerto Gaitán. To niewielkie wzgórze, z wybudowanym obeliskiem, z którego roztacza się wspaniały widok na okolice. Warto przyjechać tam tuż przed zachodem słońca.

Pępek Kolumbii to niewielka, lokalna atrakcja turystyczna. Polecam ją Kolumbijczykom oraz Polakom mieszkającym w Kolumbii. Warto podjechać, jeśli akurat spędzacie długi weekend w okolicach Puerto López (np. w przepięknych Lagos de Menegua) lub w Villavicencio.

W położonym dalej Puerto Gaitán można wynająć łódkę motorową, aby poobserwować różowe delfiny na pograniczu rzek Manacacías i Meta.

Wodne eskapady w kanionie rzeki Güejar

Mokre przygody dla wielbicieli spływów pontonami czy kajakami czekają w malowniczym i przepięknym kanionie rzeki Güejar w departamencie Meta. Cañón del Güejar jako atrakcja turystyczna jest praktycznie nieznany obcokrajowcom i… Kolumbijczykom.

Swoje źródło rzeka Güejar bierze we Wschodniej Kordylierze Andów, przepływa przez kanion, aby później wpłynąć na północne obszary Sierranía de la Macarena.

Oprócz raftingu w okolicach znajduje się Güejar Park, który oferuje dostęp do krystalicznych wód, wodospadów, naturalnych basenów i jacuzzi.

Jak dojechać? Z Villavicencio należy skierować się w stronę południa w kierunku Granady i dojechać do Mesetas (kanion) lub Lejanías (Güejar Park).

Wzgórze La Lindosa – przedsionek raju Chiribiquete

Wzgórze La Lindosa to najbliżej położone stolicy wejście do Parku Chiribiquete, do którego można się dostać drogą lądową przez Villavicencio (Meta) i San José del Guaviare (Guaviare).

Na skałach Serranía La Lindosa, zaledwie 17 km na południe od stolicy departamentu Guaviare, San José, znajduje się około 7 tysięcy malowideł naskalnych, które liczą ponad 10 tysięcy lat.

Malowidła na ponad 60 skałach pomogły utrwalić sposób życia społeczności zamieszkujących te obszary oraz ich wierzenia. Rysunki przedstawiają praktyki łowieckie i rybackie, rytuały religijne, a nawet stosunki seksualne i poród.

Caño Cristales – rzeka, która uciekła z raju

Położona w Narodowym Parku Sierra de la Macarena, nieduża rzeka Caño Cristales od kilku lat przyciąga rzesze turystów. Jest to najbardziej znana atrakcja regionu, którą w dodatku można zachwycać się tylko przez kilka miesięcy w roku (od czerwca do października/listopada).

Nazywana jest rzeką „pięciu kolorów”, „tęczową rzeką” czy „rzeką, która uciekła z raju”. Jej koryto jest płytkie, a woda płynie spokojnie.

Bogate w składniki odżywcze minerały i warunki klimatyczne, ukształtowane przez zbieg trzech ekosystemów (pasmo górskie Andów, lasy deszczowe Amazonii i sawanna Orinoko), przyczyniły się do wyjątkowej różnorodności biologicznej w Sierranía de la Macarena. W korycie rzeki Caño Cristales, jej niewielkich wodospadach i małych basenach wyrosły czerwone glony Macarenia clavigera, które razem z innymi barwami rzecznego krajobrazu (kolorem żółtym, zielonym, niebieskim i czarnym), nadają rzece olśniewającego i tęczowego piękna.

Najwygodniejszą formą dotarcia do bazy wypadowej, czyli miasteczka La Macarena, jest przelot samolotem z Bogoty lub Villavicencio. Do La Macarena można się również dostać drogą lądową: przez Villavicencio (Meta) i San José de Guaviare (Guaviare) lub przez Neiva (Huila) i San Vicente de Caguán (Caquetá).

Bikini czy polar, czyli jak mądrze zapakować bagaż do Kolumbii

Bikini czy polar, czyli jak mądrze zapakować bagaż do Kolumbii

bikini czy polar, czyli jak mądrze zapakować bagaż do kolumbiiPolacy wybierający się do Kolumbii niejednokrotnie są zaskoczeni olbrzymią różnicą temperatur panujących na jednym obszarze kraju.  Dzięki swojemu położeniu na zwrotniku, bogatej geologii kraju oraz dostępu...

Odkryj Kolumbię

przewodnik o Kolumbii w kieszeni spodni mężczyzny
kolorowe kwiaty zawieszone na białej ścianie domu przy ulicy
uśmiechnięta kobieta zbiera owoce kawy
kamienna rzeźba przedstawiająca ptaka z parku san augustin
roześmiani kibice kolumbijscy w narodowych barwach

Śnią mi się rzeki Chiribiquete – Maciej Tarasin w Sanktuarium Jaguara

Śnią mi się rzeki Chiribiquete – Maciej Tarasin w Sanktuarium Jaguara

„Śnią mi się rzeki Chiribiquete” – Maciej Tarasin w Sanktuarium Jaguara

Park Narodowy Chiribiquete to największy park naturalny Kolumbii, który znajduje się w regionie amazońskim. Jest większy niż Szwajcaria czy Dania. W 2018 roku Park Chiribiquete „Maloka Jaguara” został wpisany na listę niematerialnego dziedzictwa UNESCO jako dobro naturalne i kulturowe świata.

Turystyka w Chiribiquete jest znikoma. Wszak przez wiele lat był to obszar, który pozostawał pod wpływem ukrywającej się w niej partyzantki, co spowodowało pewną konserwację regionu. Nie przeszkodziło to jednak różnym naukowcom w prowadzeniu ekspedycji badawczych celem studiów nad malowidłami naskalnymi, których wiek szacuje się na pomiędzy 12 tysięcy a 20 tysięcy lat.

 

Od kilku lat Chiribiquete odkrywał na własną rękę Maciej Tarasin, Polak, o którym zrobiło się głośno w mediach w 2011 roku, podczas jego pierwszej podróży eksploracyjnej do Kolumbii, kiedy znad rzeki wyciągnęli go żołnierze w helikopterze Black Hawk. Maciek, który na co dzień zajmuje się handlem międzynarodowym, od młodzieńczych lat jest zapalonym kajakarzem i Chiribiquete poznał przemierzając trasy rzeczne w kolumbijskiej Amazonii.

Specjalnie dla Kolumbia Online opowiedział o eksploracji Parku Chiribiquete, malowidłach naskalnych, spotkaniach z dziką zwierzyną, opustoszałych obozach partyzantów i jego przyjaźni z Kolumbijczykiem pochodzącym z amazońskiego plemienia Matapí.

Widok z lotu ptaka nad góami tepui zatopionych w dzrzewach

Park Chiribiquete i tepui górujące nad Amazonią

Ucieczka z piekła nad Yarí

Aleksandra Małyska-Del Rio: Maćku, dziękuję za to, że zgodziłeś się na wywiad o twoich podróżach do Narodowego Parku Chiribiquete. Jesteś chyba jednym z niewielu Polaków, któremu udało się dotrzeć do nieturystycznej części kolumbijskiej Amazonii i ją eksplorować. Powiedz proszę, ile razy byłeś w Kolumbii i dlaczego jeździłeś tylko do Amazonii?

Maciej Tarasin: Odbyłem siedem wypraw do najmniej zbadanej części Amazonii, jaką jest Chiribiquete. Początkowo były to projekty czysto sportowe, próby przepłynięcia na wiosłach słabo eksplorowanych rzek tego regionu. Później przerodziło się to w chęć dotarcia do malowideł naskalnych, tych skatalogowanych i tych wciąż czekających na odkrycie. To razem licząc około pół roku czasu spędzonego w trudnych warunkach lasu deszczowego, wiosłując od jednego obozu do kolejnego, bez kontaktu z cywilizacją.

AM: Mieszkałam już rok w Bogocie, kiedy w listopadzie 2011 r pocztą pantoflową dotarła do mnie wiadomość, że dwóch Polaków zgubiło się w kolumbijskiej dżungli i komunikują się przez telefon satelitarny z koleżanką w Niemczech. Przez następne dni, ktokolwiek z kolumbijskiej Polonii coś wiedział, przekazywał dalej. Ty twierdzisz, że się nie zgubiłeś i po przeczytaniu twojej książki „Stalowe anioły nad Yarí” przyznaję ci rację. Dla tych, którzy nie znają tej historii, opowiedz w skrócie co się stało i jak z Tomkiem Jędrysem zostaliście uratowani.

MT: Wtedy jeszcze na szeroką skalę nie funkcjonowało pojęcie fake news, a z taką sytuacją mieliśmy wtedy do czynienia. Wyprawa w dół rzeki Yarí miała na wyposażeniu mapy topograficzne i GPS. W każdej chwili wiedzieliśmy jakie jest nasze położenie, więc nie za bardzo można było się zgubić. Drogę do celu wyznaczała przecież potężna rzeka. Doszło do wypadku, na skutek którego straciliśmy łódź. Żeby ją ratować rozdzieliłem się z Tomkiem. Od tego momentu każdy z nas wybrał inną drogę radzenia sobie z tą sytuacją. Ja chciałem wydostać się z kanionu Tiburón o własnych siłach. Tomek zdecydował się poprosić o pomoc z zewnątrz przez telefon satelitarny. Pomogły Kolumbijskie Siły Powietrzne, które zabrały Tomka z kanionu, a następnie ściągnęły mnie z rzeki. Po trzech dniach poszukiwań znalazłem ponton i byłem w drodze do najbliższej osady, która, jak się później okazało, znajdowała się tuż za następnym kanionem.

AM: Większość niechcianych przygód, jakie obcokrajowcy mają w Kolumbii jest związanych z nieprzestrzeganiem zasady no dar papaya (dosłownie: niedawaniem papaji). Chodzi tu o stworzenie takiej okazji, w której można być łatwo wykorzystanym przez innych ludzi. Zdarza się, że ofiara jest pobłażliwie traktowana nie tylko przez samych Kolumbijczyków, ale nawet przez obcokrajowców, którzy na stałe mieszkają w Kolumbii. Twoje doświadczenie było zupełnie inne. Jak oceniasz podejście Kolumbijczyków do całej akcji ratowniczej? Miałeś kontakt z wojskiem, lekarzami, dziennikarzami – jak cię potraktowali?

MT: To było naprawdę niesamowite. Żołnierze nakarmili mnie zupą z dużą wkładką mięsa wołowego i dali się napić piwa. W tym czasie polskie media podawały, że jesteśmy hospitalizowani. Dowódcy zaprosili nas na kawę i pogawędkę w bazie w Villavicencio. Zupełnie mi nieznane osoby udzieliły nam schronienia i dały jeść. Co do dziennikarzy, to nie udzielałem zbyt wielu wypowiedzi w Kolumbii zaraz po akcji. Licznych wywiadów udzieliłem w 2013 w związku z emisją programu „Ucieczka z piekła” Beara Gryllsa na kanale Discovery. Program opisywał w jaki sposób przeżyłem cztery noce w lesie deszczowym po utracie łodzi w kanionie. Wojsko kolumbijskie było niezwykle profesjonalne. Byłem pod wielkim wrażeniem ich sprawności organizacyjnej.

mężczyzna wciągany do helikoptera przez żołnierzy. W dole rzeka

Maciek wciągany do helikoptera Black Hawk Kolumbijskich Sił Powietrznych podczas akcji ratunkowej nad Yarí.
Fot. Fuerza Aérea Colombiana

AM: Ta trudna sytuacja była transmitowana przez wiele międzynarodowych stacji. Było o tobie i Tomku głośno nie tylko w Polsce i w Kolumbii. Czy ta niespodziewana sława pomogła ci w planowaniu kolejnych podróży?

MT: Nie szukałem tego rozgłosu. Początkowo nawet odmówiłem Discovery udziału w programie. Wtedy nad Yarí straciłem cały swój sprzęt wyprawowy wart jakieś 20 tysięcy złotych. Ponton, liny, namiot, wiosła i tak dalej. Discovery postanowiła użyć do odtworzenia sytuacji w kanionie pontonu Soar inflatable, który po programie trafił do mnie. W tym sensie udział w programie mi pomógł. Mogłem z nowym sprzętem w roku 2013 wyruszyć na spotkanie z rzeką Apaporis, która jest absolutnie zjawiskowa.

Maciek spływa w dół rzeki Apaporis przez bystrze Raudal del Venedo

Chiribiquete – sanktuarium jaguara

AM: Płynąłeś po rzece Nahanni w Kanadzie, Omo w Etiopii i byłeś dwa razy w Boliwii na Tuichi i Altamachi. Jednak do żadnego innego miejsca na świecie, nie wracałeś na spływy tak często, jak do Chiribiquete w Kolumbii. Dlaczego?

MT: Na ścianach skalnych Chiribiquete dawni jego mieszkańcy zostawili zapis swoich wierzeń. Było to miejsce święte, prawdopodobnie dostępne tylko dla szamanów. I to czuć przy każdym pociągnięciu wiosła. Chiribiquete emanuje niesamowitą energią. Spotkałem tam tapiry, które nie znały strachu przed człowiekiem. Dwukrotnie natknęliśmy się na jaguara. Natura jest całkowicie nieskalana ludzką obecnością. Obrazy namalowane przez Indian tysiące lat temu mają w sobie aurę tajemniczości – pokazują rytuał przejścia od szamana przez halucynogeny do jaguara. Kiedy tam jestem czuję, że we mnie też dokonuje się przemiana. Staję się łowcą – zbieraczem, integralną częścią otaczającej mnie przyrody. Codziennie mam niezwykłe sny.

Czerwone malowidła naskalne przedstawiające dzikie zwierzęta, za ścianą liści drzew

Jaguary i inne zwierzęta namalowane na ścianach gór Chiribiquete

AM: Ocenia się, że malowidła naskalne na górach tepui w Chiribiquete mają ponad 20 tysięcy lat. Jakie to wrażenie stanąć przed wysoką ścianą oko w oko z malowidłami wykonanymi ręką jednych z pierwszych ludzi. Co czułeś? Jak świętowałeś ten dzień?

MT: Jesienią 2017 roku po dość ciężkim spływie rzeką Ajajú, chyba jakoś w Dzień Niepodległości, dotarliśmy z polsko-irlandzką ekipą do stanowiska archeologicznego o nazwie „Sanktuarium Jaguara”.  Staliśmy jak wmurowani próbując po raz pierwszy objąć wzrokiem setki, a może i ponad tysiąc piktogramów. Malowidła pokrywały fragment ściany szeroki na 40 metrów i wysoki na 15. Wysoko nad naszymi głowami czerwieniły się dziesiątki jaguarów. Ale były też tapiry i żaby. Wojownicy i szamani. Oniryczne drzewo, z którego ludzka postać zbiera owoce, wielki nietoperz i kapibara. Wszystko pogrążone w trudnym do zrozumienia halucynogennym amoku. Wiosną 2019 roku dotarliśmy wraz z kolumbijsko-amerykańsko-polską ekipą do wcześniej nieskatalogowanych malowideł. To było podczas wyprawy w dół rzeki Mesay, zanim jeszcze dotarliśmy do odcinka źródłowego. Miałem ze sobą butelkę rumu. Wypiliśmy ją przy malowidłach z moim serdecznym druhem Camilo z plemienia Matapí Yacuna. Tak jak niegdyś szamani odurzali się roślinami halucynogennymi, tak my siedzieliśmy pod skalnym nawisem pokrytym malowidłami i sączyliśmy rum, a w głowach nam lekko szumiało.

Malowidła naskalne przedstawiające ludzi, dzikie zwierzęta, odciśnięte dłonie i ni

Malowidła naskalne w kolumbijskim parku Chiribiquete

AM: Chiribiquete można było oficjalnie zwiedzać z pokładu samolotu lub na wycieczce trekkingowej od jesieni 2019 r. Najłatwiej można było dotrzeć do Serranía La Lindosa, wzgórz leżących na północnych obrzeżach Parku Chiribiquete, niedaleko od San José del Guaviare. Wszystko zostało zamknięte w marcu 2020 z wybuchem pandemii koronawirusa Covid-19. Ty dotarłeś do serca Chiribiquete inaczej i o wiele wcześniej – spływając rzekami. Powiedz, w które miejsca dotarłeś i ile czasu zajęło ci dotarcie do malowideł naskalnych Chiribiquete i czy od samego początku stanowiły one dla ciebie cel?

MT: Prawdopodobnie jako pierwszy biały pokonałem na wiosłach, w stylu sportowym Río Tunia, Río San Jorge, Río Mesay, Río Ajajú i górną Río Apaporis. Takie były moje cele na początku. Im więcej czytałem o malowidłach, tym bardziej mnie interesowały. W 2013 roku znalazłem się w odległości 10 kilometrów w linii prostej od stanowisk archeologicznych. Wyczerpany po przejściu lasu deszczowego z Río Apaporis nad Río San Jorge odpuściłem. W 2014 roku na przeszkodzie stanęli partyzanci z FARC, w 2015 roku żararaka lancetowata, która mnie ukąsiła. Wreszcie w 2017 roku dotarłem do stanowiska archeologicznego położonego nad rzeką Ajajú o nazwie „Sanktuarium Jaguara”. A dwa lata później, nad górną Cunare, wspólnie z wyprawą amerykańską natrafiliśmy na malowidła nigdzie wcześniej nie opisane. Tym samym osiągnąłem wszystkie cele jakie sobie wyznaczyłem w związku z eksploracją Chiribiquete.

czterech mężczyzn siedzi przed ścianą z malowidłami naskalnymymi

Shane Young, Michał Dzikowski, Maciej Tarasin i Dominik Szczepański pod ścianą w Chiribiquete w 2017 r.

Jak przepłoszyć jaguara i uratować pancernika

AM: Przy każdej wyprawie towarzyszyły ci różne osoby: Kolumbijczycy, Polacy i inne narodowości. Co możesz powiedzieć o twoich towarzyszach podróży?

MT: Mam swoich sprawdzonych ludzi, na których zawsze mogę liczyć. To Camilo Matapí Yucuna – ciepły i dobry człowiek, który zna wszystkie sekrety lasu deszczowego. Wiele się od niego nauczyłem. Drugi to Dominik Szczepański – dziennikarz i autor wielu książek o tematyce podróżniczej. Można z nim rozmawiać godzinami i człowiekowi się nie nudzi. To trzon mojej ekipy. Raz dołączyłem do ekipy amerykańskiej i byłem pod wrażeniem ich sprawności organizacyjnej. Świetni ludzie i kajakarze.

AM: Jakbyś opisał las deszczowy komuś, kto nigdy w nim nie był?

MT: To jest mój drugi dom, tam czuję się bezpiecznie. Nie wiem, jak go opisać, bo może to zabrzmieć fałszywie. Ludzie lubią opisywać las deszczowy jako jakieś przerażające miejsce. A to taki las jak u nas w Polsce, tylko rosną tam inne rośliny i zamieszkują go inne zwierzęta.

Ocelot płynący rzeką Cunare w Parku Chiribiquete

AM: Chiribiquete zamieszkuje jeden z największych drapieżników Ameryki Południowej – jaguar. Według wierzeń ludności tubylczych Chiribiquete to kosmiczna maloka, sanktuarium jaguara. Jakie inne dzikie zwierzęta widziałeś w selwie?

MT: W Chiribiquete dwa razy natknąłem się na jaguara i raz na ocelota. Widziałem też tapiry, mrówkojady, pancernika, węże, w tym ogromne anakondy. Ale zawsze spotkanie z jaguarem ma w sobie coś magicznego. Malowidła wskazują na to, że było to zwierzę, któremu oddawano cześć na tych terenach przed tysiącami lat.

AM: Jak się śpi w dżungli, z daleka od jakiejkolwiek cywilizacji,  i czy można się wyspać wiedząc, że niedaleko mogą grasować dzikie zwierzęta?

MT: Jak grasują to człowiek nie śpi, bo się boi. Nad Ajajú w środku nocy obudziły mnie odgłosy prawdopodobnie kotowatego. Obudziłem Dominika, który spał najbliżej i przez 20 minut nasłuchiwaliśmy. Dominik później mówił, że oblał się zimnym potem. Shane i Michał zaczęli walić w garnki i przepłoszyli zwierzaka. Pytałem Camilo czy jaguar mógłby mnie zaatakować śpiącego w hamaku. Camilo odparł: „Jaguar? Nie, to bojączek…”

Hamak-namiot zawieszony na palach na plaży przy brzegu rzeki

Biwak nad rzeką Tunia w Chiribiquete

Anakonda na piaszczystym brzegu rzeki

Anakonda przy brzegu rzeki Mesai w Chiribiquete

AM: Oprócz doświadczenia na Yarí, czy miałeś jeszcze inne przygody w kolumbijskiej dżungli i które z nich zapamiętasz?

MT: Bardzo ciepło wspominam, jak Camilo uratował pancernika uwięzionego w szczelinie skalnej nad rzeką Apaporis. To piękne zwierzę nie mogło się wydostać i zginęłoby niechybnie z głodu, gdyby Camilo nie chwycił go za ogon i nie wyciągnął stamtąd.

Camilo Matapí ratuje uwięzionego w szczelinie skalnej pancernika. Nad rzeką Apaporis.

AM: Z opisu w twojej książce odniosłam wrażenie, że żywiłeś się przede wszystkim liofilizatorami. Czy nauczyłeś się w końcu łowić? Co jadłeś w kolumbijskiej dżungli, aby mieć siłę na kolejny dzień wiosłowania i przedzierania się przez gęste zarośla?

MT: Tak, już na kolejnej wyprawie nauczyłem się łowić ryby i od tego czasu stanowiły one podstawę mojego wyżywienia. Raz Indianie poczęstowali mnie mięsem tapira. Camilo zjadał żółwie jaja. Ja głównie żywiłem się rybami, ryżem i batonikami muesli firmy Oshee.

AM: W Boliwii zbudowaliście tratwę, aby pokonać rzekę Altamachi. Czy w Kolumbii używałeś innego środka do spływu wodą niż dmuchanych kajaków?

MT: Tak. Podczas tych siedmiu wypraw używałem pakraftów polskiej produkcji, wspomnianego pontonu Soar inflatable, a raz spływaliśmy właśnie tratwą zrobioną samodzielnie z drzewa balsy i dętek od traktora.

AM: Wymieniasz rzeki: Yarí, Tunia, San Jorge, Mesay, Ajajú, Cunare i Apaporis. Czy znasz dystans, który na nich pokonałeś oraz obszar parku, który eksplorowałeś w ciągu ostatnich lat?

MT: To ponad 2000 kilometrów na wiosłach i nieco mniej na łodziach z silnikiem motorowym. Chiribiquete zajmuje ogromny obszar, po którym niełatwo jest się poruszać. Myślę, że zaledwie niewielki procent udało mi się zobaczyć na własne oczy.

Amazonia z lotu ptaka i widok na dopływ rzeki

Amazońska równina Chiribiquete, dopływ rzeki Cunare i tepui na horyzoncie

tranquilandia czyli narcos w chiribiquete

AM: Byłeś w regionach, do których trudno dotrzeć i które posiadają dostęp do wody. To dwa minimalne wymagania, jakie musi spełnić laboratorium kokainy. Udało ci się dotrzeć do Tranquillandii – obszaru kontrolowanego przez Kartel Medellín, który na początku lat 80-tych XX w. wybudował tam aż 19 laboratoriów do produkcji kokainy. Biały proszek opuszczał tereny Llanos de Yarí samolotami, które w samym środku Chiribiquete miały do dyspozycji 8 pasów startowych. W 1984 r Tranquillandia została zniszczona w operacji, w której brała udział kolumbijska policja oraz DEA (Drug Enforcement Administration), amerykańska agencja powołana do walki z przemytem narkotyków. Do ilu takich miejsc udało ci się dotrzeć i w jakim stanie zastałeś pozostałości po laboratoriach?

MT: W Chiribiquete jest mnóstwo pozostałości po narcos. Lądowiska, spalone laboratoria, beczki, w których transportowano substancje chemiczne potrzebne do produkcji kokainy. W Tranquillandii nad rzeką Mesay jest tego najwięcej. Wrażenie robią ogromne leje po bombach wypełnione wodą pośrodku pasów startowych. To mroczny czas w historii Kolumbii i departamentu Caquetá.

Trzech mężczyzn siedzi nad lejem wypełnionym wodą

Lej – pozostałość po wybuchu – na pasie startowym w Tranquilandii

AM: Czy w trakcie twoich pobytów w Kolumbii miałeś świadomy kontakt z partyzantką? Czy były momenty, kiedy czułeś się niebezpiecznie?

MT: W 2014 roku zatrzymał nas FARC na rzece Tunia. Zachowywali się jak wojsko. Wylegitymowali nas, spytali się czy mamy łączność satelitarną i pozwolenie od komendanta tego departamentu. Kazali czekać na decyzję czy możemy płynąć dalej. Jako że byliśmy wciąż blisko cywilizacji, bo zatrzymali nas w drugim dniu od startu, postanowiliśmy się wycofać. Później rozmawiałem z ich dowódcą w wiosce. Byli raczej neutralnie nastawieni.

Maciek z granatem w Tranquilandii

AM: Pierwszy raz w Kolumbii byłeś w 2011 roku. Kolumbia podpisała traktat pokojowy z FARC w 2016 r. Ostatni raz odwiedziłeś kraj w 2019 r. Podróżując po regionach bardzo atrakcyjnych dla partyzantów, czy widziałeś jakieś zmiany w kraju, bezpieczeństwie przed i po dacie, kiedy podpisano pokojowy traktat w Hawanie?

MT: W 2011 roku zanim dotarliśmy do odcinka źródłowego Yarí, naszą bazą było małe miasteczko Cartagena del Chairá. Pamiętam, że co chwila w powietrzu widać było helikoptery Black Hawk. Częste były też wojskowe check pointy, gdzie byliśmy poddawani kontroli osobistej. To się zmieniało z upływem czasu. Po podpisaniu traktatu pokojowego zmniejszyła się ilość kontroli wojskowych na drogach. Ja się w Kolumbii zawsze czułem dość bezpiecznie. Najczęściej podróżowałem z Camilo, który jest przyjaźnie nastawiony do wszystkich i zna te tereny od kilkudziesięciu lat, bo kiedyś był przewodnikiem biologa Patricio von Hildebranda, który mieszkał w Chiribiquete 10 lat.

POLSKI INDIANA JONES

AM: Co było dla ciebie najtrudniejszym, co najcenniejszym, a co najpiękniejszym przeżyciem w Chiribiquete?

MT: Najtrudniejsze były chwile po ukąszeniu przez żararakę lancetowatą. Myślałem, że koniec ze mną. Najcenniejsze jest chyba to, że stałem się lepszym i mądrzejszym człowiekiem dzięki temu co przeżyłem tam przez cały ten czas. Żadne szkoły nie nauczą człowieka tego co może go nauczyć matka natura. Pięknych chwil było mnóstwo. Trudno wszystkie wymienić. Zachód słońca nad rzeką Cunare, płynący rzeką ocelot, zapierające dech w piersiach malowidła, widok jaguara. W Chiribiquete przeżyłem najpiękniejsze i najstraszniejsze chwile swojego życia.

AM: Jeśli miałbyś coś zrobić lepiej, to co by to było?

MT: Na pierwszą wyprawę pojechałbym z Camilo. Niestety wtedy go jeszcze nie znałem.

AM: Czego się nauczyłeś i co wyniosłeś z wypraw do Chiribiquete?

MT: Ponad 2000 km na wiosłach, pół roku życia, przyjaźń z Camilo i Dominikiem, ukąszenie węża, lewicowa partyzantka, spotkanie z oszałamiającą przyrodą, próby odkrycia nieznanych naszemu światu malowideł. To jest materiał na kolejny film o Indiana Jones. Ale też lekcja pokory i świadomość, że natura jest potężniejsza od człowieka i prawdopodobnie go przeżyje, pomimo przekonania człowieka, że to on nad nią panuje.

AM: Gdybyś mógł zaprosić na spływ z tobą po rzece wymarzoną osobę (żyjącą lub nieżyjącą), to kto by to był i dlaczego?

MT: Camilo Matapí Yucuna.

Dominik, Maciek i Camilo

AM: W Kolumbii byłeś już siedem razy – czy zamierzasz wrócić?

MT: Zawsze sobie powtarzam, że już tam nie wrócę i zawsze wracam. Nie umiem odpowiedzieć na to pytanie.

AM: W 2015 roku została wydana, wspomniana wcześniej, twoja książka „Stalowe anioły nad Yarí”. Opowiadasz w niej o pierwszych przygodach z kajakiem w Polsce, potem w Kanadzie, Afryce, Boliwii oraz pierwszej wyprawie w Kolumbii. To książka bardzo męska, szczera i dowcipna. Od tego czasu zrobiłeś wiele wypraw do Kolumbii. Czy planujesz kolejną książkę?

MT: Tak. Wspólnie z Dominikiem Szczepańskim chcielibyśmy opisać wyprawy z lat 2014 – 2019. Ja już zacząłem pracę nad tą książką i mam nadzieję, że wspólnymi siłami uda nam się dowiosłować do brzegu.

AM: Czy masz plany na kolejne spływy? Rzeki jakich krajów śnią ci się po nocach?

MT: Zwykle śnią mi się tylko rzeki Chiribiquete.

AM: Bardzo dziękuję za wywiad i podzielenie się twoim doświadczeniem i przeżyciami z Chiribiquete.

MT: Dziękuję.

Nota:

Jeśli nie określono bezpośrednio pod zdjęciem, wszystkie fotografie pochodzą z prywatnego archiwum Macieja Tarasina.
O egzotycznych wyprawach Maćka można poczytać na jego stronie Green Hell.

rio mesay – wyprawa do niezbadanej Amazonii

Koniecznie obejrzyjcie świetny filmik podsumowywujący wyprawę z 2019 r nad Rio Mesay w Chiribiquete, w którym wzięli udział: Maciej Tarasin, Camilo Matapí, Daniel Rothberg, David Fay, Will Stauffer – Norris i Drew Thayer.
Film z komentarzem po angielsku.

podróż do ameryki Łacińskiej

Planujesz podróż do Ameryki Łacińskiej lub marzysz o przeprowadzce do tropikalnego kraju?

Dołącz do tematycznych grup na Facebooku!

Kliknij w grafikę.

Bikini czy polar, czyli jak mądrze zapakować bagaż do Kolumbii

Bikini czy polar, czyli jak mądrze zapakować bagaż do Kolumbii

bikini czy polar, czyli jak mądrze zapakować bagaż do kolumbiiPolacy wybierający się do Kolumbii niejednokrotnie są zaskoczeni olbrzymią różnicą temperatur panujących na jednym obszarze kraju.  Dzięki swojemu położeniu na zwrotniku, bogatej geologii kraju oraz dostępu...

Zrównoważona turystyka w kolumbijskiej Amazonii

Zrównoważona turystyka w kolumbijskiej Amazonii

Zrównoważona turystyka w kolumbijskiej AmazoniiPojechać i zobaczyć Amazonkę, największą rzekę świata, to marzenie wielu osób. Można to zrobić zatrzymując się w Leticii lub Puerto Nariño i wykupując wycieczki w górę lub w dół rzeki lub zatrzymać się u gospodarzy,...

WYBIERZ ETAP

przewodnik o Kolumbii w kieszeni spodni mężczyzny
kolorowe kwiaty zawieszone na białej ścianie domu przy ulicy
uśmiechnięta kobieta zbiera owoce kawy
kamienna rzeźba przedstawiająca ptaka z parku san augustin
roześmiani kibice kolumbijscy w narodowych barwach

10 rzeczy, które trzeba przeżyć w kolumbijskiej Amazonii

10 rzeczy, które trzeba przeżyć w kolumbijskiej Amazonii

10 rzeczy, które trzeba przeżyć w kolumbijskiej Amazonii

Choć region Amazonii pokrywa aż 40% obszaru Kolumbii, większość turystów zainteresowanych zwiedzeniem dżungli (czy jak woli powiedzieć lokalny mieszkaniec – selwy) kieruje swoje zainteresowanie ku Leticii i Puerto Nariño, zlokalizowanych na samym południu kraju.

Leticia i Puerto Nariño to rzeczne porty położone tuż nad brzegiem rzeki Amazonki. Infrastruktura turystyczna – hotelarska i oferta zwiedzania – jest najlepiej rozwinięta, w porównaniu do innych regionów kraju.

Obszar pomiędzy Leticią a Puerto Nariño należy potraktować jako bazę turystyczną. Stąd organizowane są różne wycieczki, spływy i aktywności/doświadczenia w samej dżungli amazońskiej.

Jakie plany warto uwzględnić podczas pobytu w kolumbijskiej Amazonii? Przedstawiam 10 niezbędnych aktywności, aby pobyt w Amazonii był pięknym i niezapomnianym doświadczeniem.

Spacer po dżungli amazońskiej

Aby doświadczyć amazońskiej przyrody, należy nią po prostu się przejść. Spacery i trekkingi można znaleźć w ofercie wielu hoteli, rezerwatów oraz lokalnych agencji turystycznych. Podczas spaceru pod baldachimem koron drzew, przewodnik opowie o lokalnej bioróżnorodności fauny i flory.

Ogromne puchowce (hiszp. ceiba), wiktoria amazońska, helikonie czy bromelie to tylko kropla w zielonym morzu amazońskiej puszczy. Wśród gęstej roślinności sprawne oko wypatrzy leniwce, naczelne i mrówkojady.

Kontakt z amazońskimi plemionami indiańskimi

Bezpośredni kontakt z ludźmi, którzy Amazonię znają najlepiej, to drogocenne doświadczenie, które na długo pozostanie w pamięci. W kolumbijskiej Amazonii mieszka wiele plemion. Największe z nich to ticuna, huitotos, yagua, tucanos, camsá czy inga. Zamieszkują nie tylko Leticię i Puerto Nariño, ale również rezerwaty, które można odwiedzić i w nich przenocować.

Oferta turystyczna jest bogata. W zależności od miejsca można się nauczyć od lokalnej społeczności lokalnej kuchni, spróbować artystycznych wyrobów rzemieślniczych, posłuchać opowieści, zrozumieć lokalną naturalną medycynę czy spróbować mambe.

Obserwacja fauny rzeki Amazonki

Jedną z największych atrakcji Amazonii jest obserwacja różowych i szarych delfinów słodkowodnych. W Kolumbii można je spotkać w dorzeczu Orinoko oraz Amazonii.

Najpopularniejsze miejsce na zobaczenie długonosego delfina to jezioro Tarapoto niedaleko Puerto Nariño.

Oprócz delfinów, wody Amazonki zamieszkują również amazońskie manaty (dawniej zwane krowami morskimi), kajmany, wydra olbrzymia oraz żółw rzeczny. Przy brzegach rzeki mieszkają tapiry i kapibary.

Jedną z doświadczeń w Amazonii jest wybranie się na łowy piranii.

Degustacja amazońskich owoców i typowych potraw

Różnorodna gastronomia w kolumbijskim regionie Amazonii to fuzja mieszanki kultur trzech państw (Kolumbii, Brazylii i Peru) oraz tradycyjnej kuchni rdzennych społeczności Amazonii. 

Dieta amazońska składa się głównie z ryb. Oprócz piranii, najbardziej znaną rybą i jedną z największych ryb słodkowodnych pirarucú (arapaima), którą można spożywać na wiele sposobów. Jednym z nich jest el pintadillo – ryba marynowana jest według tradycji indiańskich, zawijana do gotowania w bananowy liść.

Inchicapi to zupa z kurczaka z juką, kukurydzą, orzeszkami ziemnymi i kolendrą, podawana z ryżem lub bananem.

Warto spróbować świeżego serca palmy naidí lub chota zwanego palmito, które serwowane jest w sałatkach, z ryżem lub smażone na grillu.

Dla odważnych śmiałków poleca się larwy chrabąszcza, zwane mojojoy, które przyrządzane są na grillu. 

Z soków warto wybrać te na bazie typowych amazońskich owoców: arazá, camu-camu i copoazú. Desery (dulce, crema) są robione również na bazie tych owoców.

nocne safari w dżungli

Doświadczenie dżungli w nocy to zupełnie inne przeżycie niż jak w dzień. Do życia budzą się przede wszystkim zwierzęta, gady i insekty, które na polowanie wyruszają w nocy – tarantule, kajmany czy pekari.

Nocne ścieżki ekologiczne oferowane są przez rezerwaty. 

kontakt z naczelnymi i zaadoptowanie wełniaka brunatnego

W kolumbijskiej amazonii są dwa główne miejsca, w których można się zanurzyć w małpi świat. W okolicach Leticia jest to Wyspa Małp (Isla de Micos), a przy Puerto Nariño – Rezerwat Mocagua.

Rzeczna wyspa Arara, bardziej znana jako Isla de Micos, to spotkanie przede wszystkim z sajmirą wiewiórczą, która ludzi się nie boi się i chętnie pozuje do zdjęć. Jest to najczęściej odwiedzane miejsce w kolumbijskiej Amazonii.

 W rezerwacie Mocagua, dzięki wsparciu Fundacji Maikuchiga, indianie ticuna opiekują się naczelnymi od 2003 r kiedy została powzięta decyzja o zaprzestaniu polowania na zagrożone gatunki. Rezerwat wszczególności opiekuje się wełniakiem brunatnym, który znajduje się na liście zagrożonych wyginięciem gatunków. Niektóre z naczelnych w rezerwacie to uratowane z nielegalnego przemytu osobniki. W rezerwacie można symbolicznie zaadoptować wełniaka. 

 

odwiedzenie trzech krajów w jeden dzień

Leticia to miasto, port rzeczny i stolica departamentu Amazonas, gdzie stykają się granice państw: Kolumbii, Brazylii oraz Peru. Leticia i brazylijskie miasto Tabatinga tworzą jedno miasto, gdzie mówi się po hiszpańsku i portugalsku oraz obowiązują obydwie waluty: kolumbijskie peso oraz brazylijski real. Aby znaleźć się po peruwiańskiej stronie wystarczy przepłynąć na drugi brzeg Amazonki.

nocleg w ekologicznych domkach w rezerwacie

Kolumbijska Amazonia oferuje bogatą różnorodność w ofercie noclegowej. Luksusowe hotele z dostępem do prywatnego basenu, bardziej ekonomiczne hostele czy też ekologiczne domki w rezerwatach indiańskich. Wśród bogatej oferty znajdą się również sypialnie w koronach drzew lub hotel zbudowany na barce pływającej na Amazonce.

kajakowanie po dorzeczu Amazonki

Transport wodny to główna forma transportu w kolumbijskiej Amazonii. Miłośnicy kajakowania mają możliwość wypożyczenia kajaków, aby samodzielnie popływać dorzeczem Amazonki przedzierając się przez tropikalną selwę. Własnoręczny wysiłek związany z wiosłowaniem pozwoli jeszcze bardziej zbliżyć się do natury i poczuć jej potęgę.

obserwacja tropikalnych ptaków – birdwatching

Nie trzeba być wyposażonym w najnowsze lornetki czy drogie obiektywy do aparatów fotograficznych, aby nacieszyć się widokiem ptaków w Amazonii. Te są na każdym drzewie.

Jednym z najlepszych miejsc do obserwacji ptaków jest Park Amacayacu, który jest oddalony od domostw Leticii i Puerto Nariño. W Amacayacu ptaki mają więcej wolności i spokoju, co sprawia, że birdwatching jest niezapomnianym przeżyciem. 

W Leticii około godziny 17 warto zajrzeć do Parku Santander na koncert papug, zwanych w Kolumbii pericos. Głośny koncert trwać nawet do po zmierzchu.

@ericajohannaphoto

Miejsca i rezerwaty warte sprawdzenia

Bikini czy polar, czyli jak mądrze zapakować bagaż do Kolumbii

Bikini czy polar, czyli jak mądrze zapakować bagaż do Kolumbii

bikini czy polar, czyli jak mądrze zapakować bagaż do kolumbiiPolacy wybierający się do Kolumbii niejednokrotnie są zaskoczeni olbrzymią różnicą temperatur panujących na jednym obszarze kraju.  Dzięki swojemu położeniu na zwrotniku, bogatej geologii kraju oraz dostępu...

Zrównoważona turystyka w kolumbijskiej Amazonii

Zrównoważona turystyka w kolumbijskiej Amazonii

Zrównoważona turystyka w kolumbijskiej AmazoniiPojechać i zobaczyć Amazonkę, największą rzekę świata, to marzenie wielu osób. Można to zrobić zatrzymując się w Leticii lub Puerto Nariño i wykupując wycieczki w górę lub w dół rzeki lub zatrzymać się u gospodarzy,...

Odkryj Kolumbię

przewodnik o Kolumbii w kieszeni spodni mężczyzny
kolorowe kwiaty zawieszone na białej ścianie domu przy ulicy
uśmiechnięta kobieta zbiera owoce kawy
kamienna rzeźba przedstawiająca ptaka z parku san augustin
roześmiani kibice kolumbijscy w narodowych barwach

San Agustin i Isnos – archeologiczna mekka w kolumbijskich Andach

San Agustin i Isnos – archeologiczna mekka w kolumbijskich Andach

San Agustin i Isnos – archeologiczna mekka w kolumbijskich Andach

Na samym południu departamentu Huila wyrastają góry Masywu Kolumbijskiego (Macizo Colombiano), gdzie źródła mają największe rzeki Kolumbii: Magdalena, Cauca i Putumayo oraz wyrasta Centralna i Wschodnia Kordyliera Andów.

W tym niezwykłym górzystym miejscu znajduje się jedno z ciekawszych miejsc w Kolumbii – Park Archeologiczny San Agustin i Isnos, największa prekolumbijska nekropolia w całej Ameryce Południowej.

kamienny grobowiec z figurami

Parque Arqueológico Nacional San Agustin e Isnos

Założony w 1931 r. Park Archeologiczny San Agustín, został uzany jako pomnik narodowy w 1993 r. Dwa lata później został wpisany na listę zabytków kulturowego dziedzictwa świata UNESCO.

Na 116 ha znajdują się trzy oddalone od siebie miejsca archeologiczne: San Agustín oraz w San José de Isnos – Alto de los Ídolos i Alto de las Piedras. Pieczę nad parkiem sprawuje Kolumbijski Instytut Archeologii i Historii (ICANH).

Oprócz tego, dostępnych do zwiedzania jest kilka mniejszych punktów archeologicznych na terenach prywatnych. Ile miejsc jeszcze nie odkryto – tego nie wiadomo.

Przyjmuje się, że geograficzne regiony San Agustín i Isnos w Huila oraz Tierradentro w Cauca zostały opuszczone przez ludy autochtoniczne przed połową XIV w, jeszcze przed dotarciem konkwistadorów do brzegów Ameryki.

Ponownie odkryte w XVIII i XIX wieku grobowce zostały splądrowane i w dużej części zniszczone w poszukiwaniu skarbów. Erozja, trzęsienia ziemi i ingerencja człowieka dodatkowo spowodowały przemieszczenia kamiennych płyt, ale nie zniszczyły pierwotnej architektury grobowej.

kamienny grobowiec z figurami pod zadaszeniem zrobionym z bambusa

San Agustin

Park San Agustín w San Agustín to główne stanowisko archeologiczne. Znajduje się tu muzeum oraz park archeologiczny na świeżym powietrzu. Składa się z kilku części, które zwiedza się podczas kilkugodzinnego spaceru: Mesita A, Mesita B, Mesita C, Fuente de Lavapatas, Alto de Lavapatas i Bosque de la Estatuas.

Aby zrozumieć znaczenie oglądanych zabytków, koniecznie polecam zatrudnienie przewodnika – w przeciwnym razie jest to oglądanie rzeźb i dziur w ziemi.

Wejście do parku rozpoczyna się od zakupienia tzw. paszportu, który daje możliwość zwiedzenia San Agustin, Alto de los Idolos i Alto de Las Piedras w ciągu 2 dni.

Jeżeli jesteś zainteresowany przewodnikiem, który przybliży ci nie tylko oficjalną wersję ICANH, ale co na temat zabytków mają do powiedzenia różne etnie, to skontaktuj się ze mną przez formularz.

Polecona osoba mówi tylko po hiszpańsku, ale jest jednym z najbardziej wartościowych przewodników w San Agustín. Dobrze rozumie kosmologię rdzennych społeczności i na dodatek zmierzy ci twoją energię :-).

mężczyzna z kobietą i pies stoją na trawie

Mesita A

Mesita A to ośrodek grobowy, w którym znajduje się kilka posągów, sztucznych kopców i kapliczek, a także grobowce z boczną komorą, w której umieszczono wyprawę zmarłego.

Dwa największe kopce grobowe z okresu klasycznego regionalnego kolumbijskiego, o wysokości 4 metrów i średnicy 30 metrów.

rzeźba ptaka, który w dziobie trzyma węża

Mesita B i Mesita C

W Mesita B i C znajduje się więcej grobowców i posągów, którym warto przyjrzeć się z bliska.

kamienny posąg podobny do indianina ze zdjęcia obok

Fuente de Lavapatas

Wyrzeźbione w poziomej skale Fuente de Lavapatas to ceremonialne miejsce, przez które przepływa woda strumienia.

Fantastyczne płaskorzeźby wyrzeźbione w korycie przedstawiają figury ludzi oraz zwierząt. Zaskakuje ogrom i rozmach tego miejsca, które najprawdopodobniej było wykorzystywane do ceremonii i rytuałów.

 

nad kamienistym wyrzeźbionym podłożem wznosi się most z bambusa i dach chorniący podłoże

Z Fuente de Lavapatas czeka wspinaczka do Alto de Lavapatas. Po drodze można zatrzymać się w jednym z domów i napić świeżo wyciśniętego soku z trzciny cukrowej, koniecznie z sokiem z limonki!

Chłopiec wyciska sok z trzciny cukrowej na tradycyjnym przyrządzie

Alto de Lavapatas

W Alto de Lavapatas odkryto kopiec grobowy, któremu towarzyszyło pięć posągów.

Te można dziś oglądać na szczycie wzgórza, z którego rozciąga się wyjątkowy widok na górzysty region Masywu Kolumbijskiego.

wysoka rzeźba

Bosque de la Estatuas

Na 800 m ścieżce w plenerze znajduje się ekspozycja 39 rzeźb kultury augustyniańskiej zatopionych w lesie. Las Posągów to kolekcja rzeźb, które wcześniej były porozrzucane po domach, ulicach i placach gminy San Agustín i stanowiły część codziennego życia mieszkańców. 

dwóch mężczyzn i pies idą ścieżką wśró lasu

San José de Isnos

Aby dostać się do gminy San José de Isnos, trzeba opuścić San Agustin, przekroczyć rzekę Magdalenę oraz ponownie wspiąć się na górę.

Alto de los Idolos znajduje się tuż przed gminą po lewej stronie, a Alto de las Piedras po przejechaniu Isnos po prawej stronie. Droga do obydwu miejsc ma nieutwardzoną powierzchnię.

zielona górska dolina, w oddali grobowca pod zadaszeniem

Alto de los Ídolos

Alto de los Idolos to siedem kopców grobowych położonych na wzgórzu. Po Mesitas jest to miejsce o największej gęstości grobowców i rzeźb w regionie. Znajdują się tam duże kamienne sarkofagi, ozdobione wyszukanymi wzorami i obrazami.

Różne zoomorficzne figury kamienne sugerują wymianę między starożytnymi mieszkańcami Alto de Magdalena (górnego brzegu rzeki Magdalena), a osadnikami z innych regionów, prawdopodobnie z obszarów selwy Amazońskiej.

grobowiec z kamienną przykrywą w postaci krokodyla

Alto de las Piedras

Przestrzenie grobowe w Alto de las Piedras charakteryzują się głębokością grobów i konserwacją oryginalnego malarstwa na płytach.

Jedną z największych atrakcji jest enigmatyczny posąg znany jako El Doble Yo.

Ludzka postać z długimi kłami, która na barku i głowie nosi mniejszą postać o cechach ludzkich i zwierzęcych.

Najpopularniejsza interpretacja posągu to ta opracowana przez psychoanalizę, czyli teoria „id, ego i superego”.

Inne miejsca archeologiczne w San Augustín

W okolicach San Agustín i Isnos jest wiele archeologicznych miejsc. Rzeźby można spotkać nawet na placach głównych gmin.

Te większe i bardziej znaczące opisuję poniżej.

Jeśli starczy czasu i możliwości dodatkowo można zwiedzić te: Pradera Quinchana, La Pradera Quebradillas, Los Petroglifos de El Jabón, Chinas (La Florida) i El Rosario.

El Tablón

W Tablón znajduje się pięć posągów, które odkryto w trzech podziemnych grobowcach. Wśród posągów wyróżnia się ta o wysokość ponad 2 metrów. Obok znajduje się muzeum.

Po Tablón kontunuuje się spacer drogą w dół do La Chaquira.

 

dolina w górach a w środku zadaszona konstrukcja z rzeźbami

La Chaquira

La Chaquira to jedno z najbardziej charakterystycznych miejsc w San Agustín.

Grupa skał wulkanicznych z ludzkimi rzeźbami i zwierzętami jest częścią kanionu rzeki Magdalena, która przepływa 200 metrów niżej.

Wyróżniają się trzy postacie wyrzeźbione z tego samego bloku, z rękami uniesionymi w postawie adoracji.

Nam tym razem się nie udało – schody do La Chaquiry obecnie grożą zawaleniem i są w restauracji.

mężczyzna z psem stoi na ścieżce a za nim zakaz przejścia

La Pelota / El Purutal

Największą atrakcją tego stanowiska archeologicznego są rzeźby, które nadal zachowują oryginalne kolory (biały, czerwony, czarny i żółty), którymi były pomalowane przez kulturę sanagustyniańską.

Struktury El Purutal, wydobyte w 1984 roku, zostały znalezione w ich pierwotnym miejscu, co nadaje temu miejscu szczególną wartość.

Grobowiec został odkryty na prywatnej posiadłości. 

rzeźba z kłami strzeże kamiennego grobowca
Bikini czy polar, czyli jak mądrze zapakować bagaż do Kolumbii

Bikini czy polar, czyli jak mądrze zapakować bagaż do Kolumbii

bikini czy polar, czyli jak mądrze zapakować bagaż do kolumbiiPolacy wybierający się do Kolumbii niejednokrotnie są zaskoczeni olbrzymią różnicą temperatur panujących na jednym obszarze kraju.  Dzięki swojemu położeniu na zwrotniku, bogatej geologii kraju oraz dostępu...

San Agustin i Isnos – archeologiczna mekka w kolumbijskich Andach

San Agustin i Isnos – archeologiczna mekka w kolumbijskich Andach

San Agustin i Isnos – archeologiczna mekka w kolumbijskich AndachNa samym południu departamentu Huila wyrastają góry Masywu Kolumbijskiego (Macizo Colombiano), gdzie źródła mają największe rzeki Kolumbii: Magdalena, Cauca i Putumayo oraz wyrasta Centralna i Wschodnia...

Atrakcje Pejzażu Tradycyjnej Kultury Kawowej, zabytku UNESCO

Atrakcje Pejzażu Tradycyjnej Kultury Kawowej, zabytku UNESCO

Atrakcje Pejzażu Tradycyjnej Kultury Kawowej, zabytku UNESCOPodróż do Kolumbii jest kompletna, jeśli odwiedzi się Eje Cafetero. Miejsce, które jest w stanie rozbudzić i pobudzić wyobraźnię niejednego kawosza. Departamenty Quindío, Risaralda, Caldas oraz północna część...

WYBIERZ ETAP

przewodnik o Kolumbii w kieszeni spodni mężczyzny
kolorowe kwiaty zawieszone na białej ścianie domu przy ulicy
uśmiechnięta kobieta zbiera owoce kawy
kamienna rzeźba przedstawiająca ptaka z parku san augustin
roześmiani kibice kolumbijscy w narodowych barwach